„Komornik” Michała Gołkowskiego- recenzja książki

komornik-b-iext40271463

Cherubiny, Serafiny i Skorpiony. To właśnie te składniki miały się przyczynić do przeprowadzenia idealnej, biblijnej Apokalipsy. Jednak ci na Górze pominęli jeden problem – ilość ludzi. Kiedy Święty Jan zajmował się pisaniem zniszczenia przewidział ją na znacznie mniejszą populację świata, a w tak zwanym międzyczasie technika także zdążyła trochę się zmienić. Przed rydwanami śmierci dało się uciec rowerem bez większego problemu. Eksterminacja ludzkości zwolniła tempa. Widząc kłębiące się problemy, Góra stworzyła nowych aniołów bliższych ludziom, którzy mieli się tym bajzlem zająć, lecz oni zwalili czarną robotę na śmiertelników.

Na Ziemię zstąpili Komornicy.

To tak pokrótce z serii, czemu się dzieje to, co się dzieje.

Nie będę ukrywał, że kiedy wziąłem ową książkę do ręki, popełniłem podstawowy błąd, jaki zdarzył się chyba każdemu – oceniłem całość po okładce wydania. Obraz silnego, półnagiego mężczyzny poplamionego krwią, z mieczem w ręku nie przepełnił mnie optymizmem. Spodziewałem się rzezi, potoków czerwonej posoki, ciętego języka oraz, kolokwialnie rzecz ujmując, umierającego świata okiem psychopaty. Na szczęście po raz kolejny nie doceniłem Pana Michała Gołkowskiego – autora książki – za co szczerze jest mi wstyd. Świat wciągnął mnie niczym silny wir nie dając o sobie zapomnieć także wtedy, kiedy musiałem przerwać czytanie by zająć się czymś innym. Oczywiście nie brakowało krwi czy ciętego języka, jednak to była (przynajmniej dla mnie) rzecz podstawowa, fundament całości.

Historia głównego bohatera, Ezekiela Siódmego zwanego także przez niektórych Zekiem była czymś, czego od dłuższego czasu potrzebowałem. Wszelki brud, syf i jeszcze gorsze rzeczy zostały ukazane w najlepszy sposób, jaki można sobie wyobrazić. Z jednej strony barykady i fanatycy, po drugiej mniej lub bardziej ogarnięci ocaleli, a nad głowami walka pomiędzy siłami Góry z Rewersem. Obowiązkiem w książce opisującej rzeczywistość, w której chłopaki od Biblii mieli rację było to, iż należało zająć się zaprzeczaniem znanej nam dotąd nauce. Zatrzymująca się Ziemia, ogólne olanie tematu ruchu w galaktyce oraz takie tam… Szczerze zastanawiało mnie, jakim sposobem akurat strefa wieczoru, czyli jedyny, powiedzmy sobie szczerze, zdatny do życia teren, znalazła się dokładnie w miejscu opisywanym. Tam gdzie non stop świeciło Słońce, zostały jałowe pustkowia, a tam gdzie wieczny cień ostała się wieczna zmarzlina. Ale pomińmy takie szczegóły, gdyż zrozumienie świata to zadanie domowe każdego oddanego czytelnika.

Przejdźmy do spraw natury technicznej.

Autor od zawsze cechował się mocnym, miejscami wręcz agresywnym oraz pełnym swoistych smaczków słownictwem. Nie zawsze było to na miejscu jednak widać, że z książki na książkę wychodzi mu to coraz lepiej. Jesteśmy tego świadkami właśnie w „Komorniku”, czy w „Moskalu”, to jest dziele z sierpnia tego roku. Rozwój pomiędzy nimi a pierworodnym Pana Michała „Ołowianym świtem” mógłbym porównać do gwałtownego skoku, do jakiego doszło w zeszłym wieku, jeśli chodzi o technikę. Zmieniło się zarówno słownictwo (choć niecałe), jak i samo podejście do czytelnika. Jeszcze w końcu nie tak dawno wiele faktów przekazywane było lekko łopatologicznie, a dziś możemy pobawić się samym kombinowaniem oraz domyślaniem się, co będzie dalej. Właśnie! Tu kolejna uwaga. Wcześniej pojawiały się wątki zakończone dość przewidywalnie. W „Komorniku” niestety był taki jeden czy dwa przypadki, jednak mamy tendencję spadkową, co się chwali. Częściej była chwila na to by zająć się (jakże narcystycznie) samym sobą, swoimi myślami, aby choćby spróbować przewidywać kolejne zdarzenia. Mi akurat stosunkowo rzadko to wychodziło.

Zawsze lubiłem w tekstach Pana Michała, że całość była na tyle przejrzysta, iż nie było problemów w zagłębieniu się w świat, ale i na tyle dobrze skonstruowana, aby dało się na chwilę odejść, by przemyśleć, co się właśnie przeczytało. Jest to przypadłość wielu pozycji na mojej półce, gdzie po przeczytaniu nie wie się, o czym właściwie ma się myśleć. Wspomniana powyżej łopatologia w szczególności w fantastyce z zachodu stała się pieruńsko popularna. Smutne, gdyż o wiele większą satysfakcję mam z tego, aby bardziej bawić się czy delektować literaturą. Dlatego czytam trochę wolniej niż „normalnie”. Co ciekawe, ów styl pisania wydaje mi się być dość lubiany wśród ludzi.

Nie mnie oceniać gusta i guściki.

Finalizując: uważam, że dla fanów fantastyki – zarówno tych zatwardziałych, jak i tych, którzy dopiero poznają rzeczoną magię – pozycja jak najbardziej na miejscu. Jeśli macie ochotę zobaczyć, jakie ciekawostki kryją się za koszernością to nie pozostaje nic innego, jak sięgnąć po „Komornika”. Polecam od serca i, cóż, zapraszam do biblioteki!

Gawęda

 

Powiązane posty

Dodaj komentarz