Samotna kobieta - zapiski

Zapiski samotnej kobiety

Tamtego dnia siedziałam jak zwykle na parapecie okna, trzymając w dłoniach kubek gorącej herbaty z cytryną. Była jesień. Wpatrywałam się w jaśniejący punkt, który symbolizował wschód słońca. Przyjemnie było widzieć, że z mroku, każdego dnia wyłania się słońce – niezmiennie, od zawsze. Spędzałam tak każdy poranek od ponad dwóch lat, chociaż wcześniej nawet przez myśl by mi nie przeszło, by wstać nim zadzwoni budzik. Wcześniej… wcześniej wszystko było inne. Inne priorytety, marzenia, świat miał inne kolory i ja sama byłam inna. To, że następują po sobie pory roku, że słońce wschodzi, że wieczorem wita się z księżycem… Dawało mi to poczucie bezpieczeństwa i pewnej stabilizacji, której ostatnio tak bardzo mi brakowało. Te poranki były moje.

Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk tłuczonego szkła. Spojrzałam w dół i ku mojemu przerażeniu zobaczyłam dwójkę dzieci, które znęcały się nad małą dziewczynką. Dźwięk tłuczonego szkła, płacz, śmiech. Na koszulę nocną założyłam gruby, wełniany płaszcz i buty, które miałam pod ręką.

Wyszłam z mieszkania najszybciej jak potrafiłam i moim oczom ukazał się przerażający widok. Mała, przestraszona dziewczynka siedziała na brudnej i zimnej płycie betonowej. Była ubrana bardzo skromnie. Nad nią rechotała dwójka dzieci, znane mi z widzenia. Bliźniaki, którym wydawało się, że wszystko im wolno. Dlaczego? Przykład idzie z góry, a pieniądze rzekomo dają poczucie władzy. Na mój widok uciekli, zostawiając małego, skulonego człowieka w morzu własnych łez, strachu i kociej sierści. Podejrzewałam, że to z powodu tego małego futrzaka wynikła cała ta patologiczna sytuacja.

Dziewczynka miała dwanaście lat, a na imię jej było Basia. Domyślałam się, że mieszka w sierocińcu, który znajdował się nieopodal mojego mieszkania. Nawiązałam z nią rozmowę i zapytałam o najbardziej głupią i banalną rzecz, o którą mogłabym spytać w tak nieodpowiedniej i przytłaczającej sytuacji. Nie zapytałam co robi sama tak wcześnie i do tego w miejscu, gdzie raczej często nie widuje się dzieci ( z wyjątkiem wspomnianej dwójki), ani dlaczego znosiła te przykrości nie próbując się nawet bronić. Basi ulubionym kolorem był błękitny.

Odprowadziłam ją z do sierocińca i gdy cała sytuacja została już wyjaśniona, a rodzice bliźniaków powiadomieni, wróciłam do domu. Po drodze dręczyło mnie wiele pytań, ale wiedziałam, że na żadne z nich nie poznam odpowiedzi. Wciąż żyłam przeszłością i bolesną stratą, która zniszczyła moje życie i sądziłam, że tak pozostanie już zawsze. Przeszłość wypalała mnie od środka, nie zostawiając miejsca na żadne inne uczucia za wyjątkiem złości, żalu i zgorzknienia. Mimo tego wszystkiego zauważyłam jednak, że to dziecko poruszyło jakąś delikatną strunę w moim sercu, o której myślałam, że przestała istnieć.

Następnego dnia coś mnie tknęło i postanowiłam kupić rano trochę karmy i zostawić w miejscu, gdzie bezdomny kotek został heroicznie uratowany przez Basie. Wieczorem zauważyłam, że karma zniknęła, ale coś innego przykuło moją uwagę: mała, zwinięta kartka papieru w kratkę. Pospiesznie wysunęłam ją ze szczeliny i przeczytałam co było na niej napisane. Były tam podziękowania za karmę i za dobre serce. Czułam, że zaczęło we mnie kiełkować coś na kształt pomysłu, misji, nawet celu?

Każdego dnia podrzucałam w tamto miejsce jakieś drobne rzeczy i niemałą radość sprawiało mi wynurzanie się z ciemności wspomnień, nawet jeśli był to tylko maleńki promyczek w codziennej, szarej egzystencji.

Po jakimś czasie znowu spotkałam dziewczynkę, która bawiła się z kotem. Nie mogłam się powstrzymać i podeszłam do niej. Rozmawiałyśmy bardzo długo, a ja nie mogłam wyjść z podziwu jak mądre w swej niewinności potrafi być dziecko.

,, Bo wie pani, straciłam swoich najbliższych w wypadku, jak miałam siedem lat. Mama, tata, brat…odeszli. Tylko ja przeżyłam. Na początku tkwiłam w okropnej ciemności i samotności. Nie miałam nikogo, kto mógłby się mną zaopiekować, więc wylądowałam tutaj. Po stracie kochającej rodziny nie miałam już nic swojego, nic mi znanego i nie mogłam się odnaleźć. Czułam się jak starzec bez celów, wypełniony złością. Aż pewnego dnia postanowiłam pogodzić się z przeszłością, bo wiedziałam, że to nie zwróci im życia. Pomyślałam, że tyle jest rzeczy, które mogłabym zrobić w przyszłości – dla siebie,  dla innych. Zaczęłam doceniać ludzi, którzy są wokół mnie i dziękować za każdą chwilę. Wiem, że tego chcieliby moi bliscy i już wiem, że tego chcę ja. Chciałabym w przyszłości robić coś dla innych, zwłaszcza dla tych, którym trudno jest uwierzyć   na nowo w sens czegokolwiek.”

Piszę z tego samego miejsca, w którym zaczęła się moja opowieść. Siedzę na parapecie, a w ręku trzymam kubek z herbatą. Obserwuję wschód słońca bo wiem, że oprócz ciągłości i następstwa dnia po nocy zwiastuje on każdorazowo początek czegoś nowego, wspaniałego, zależnego tylko od nas. Już się nie boję. Całuję delikatnie czarno-białe zdjęcie. Wiem, że jestem gotowa pogodzić się ze swoją przeszłością.

Powiązane posty

Dodaj komentarz