Wigilia dla bezdomnych i ubogich 2018

– Ja mogę załatwić auto dostawcze! I w sumie to stoły i ławy też. I namiot, jeśli będzie potrzebny – słychać głos przekrzykujący wszystkich mówiących.

– Ile osób się zmieści przy tych stołach?

– Bo ja wiem, z pół tysiąca… I więcej, jakby ścisnąć.

Od ponad miesiąca po cichu trwa organizacja Wigilii dla bezdomnych i ubogich. Od kilku dni działamy już coraz głośniej, wydarzenie zaczyna nabierać kształtu, spotykamy się z pierwszymi trudnościami, przeprowadzamy ważne rozmowy… i staramy się nie zapomnieć, kto w tym wszystkim jest Elitą.

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie „Górka” organizuje Wigilię już od paru ładnych lat. W zeszłym roku w Centrum Stoczni Gdańska zebrało się 50 wolontariuszy, by ugościć około 600 gości, którzy nie mają z kim godnie spędzić świąt, zjeść smacznej zupy ani komu wręczyć czy od kogo otrzymać prezenty. Dla nas prezentem jest to, że przychodzą i pozwalają nam zamienić ze sobą kilka słów. I choć co tydzień w środy rozdajemy ciepłą zupę pod Technikum Łączności, nie równa się to z przeżyciem tak ogromnej i wyjątkowej Wigilii. Wiemy, że przed nami jeszcze sporo pracy. Rąk nigdy za wiele. CSG zapełni się stołami i ludźmi, ktoś ugotuje bigos, ktoś inny upiecze ciasta… Każdy pomoże, jak będzie umiał. Jednak nie zawsze tak było…

Bank Otwartych Serc, czyli o początkach charytatywnych Górkowiczów

Na początku lat 90. do gdańskich dominikanów przyjeżdża wyrwany zza poznańskiego biurka ojciec Michał Zioło. Powoli poznaje duszpasterstwo, zaczyna z garstką studentów, a po roku… pojawiają się tłumy, a wraz z nimi działalność charytatywna „Górki”. Ojciec Michał z ambony zachęca do chrześcijańskiej postawy i pewnego dnia musi zweryfikować, czy sam potrafi się tak zachować:

(…) nagle interweniuje Pan Bóg w postaci pani z piątką dzieci, która stoi pod klasztorem św. Mikołaja. Wracam z teczką ze szkoły, a ona do mnie: Proszę ojca, mąż mnie bije, wygonił nas z domu, nie mamy gdzie się podziać. (…) Oczywiście się zawahałem. Ale pomyślałem, że gdyby ich umieścić w tak zwanej sali zielonej na poddaszu domku duszpasterskiego, to może daliby radę. (…) I pani z piątką dzieci zamieszkała w duszpasterstwie. (…) Oczywiście ruszyła też pomoc, jeśli chodzi o ich wyżywienie i ubranie. To były początki pomocy charytatywnej pod szyldem Bank Otwartych Serc*. – mówi ojciec Michał w wywiadzie.

Bank Otwartych Serc to początki nie tylko naszej Kuchni św. Mikołaja, ale również Domu na Skraju. Zaczął organizować w 1991 roku „obiady czwartkowe” – w niedzielę na mszy akademickiej zaczęto zbierać jarzyny, w każdą środę duszpasterstwo przygotowywało wspólnie gary zupy, by kolejnego dnia rozdawać bezdomnym przy Dworcu. Potrzebujący mogli również przychodzić w każdą środę po czyste ubranie. Najpierw zupę gotowano w klasztorze, a gdy wieść się rozeszła, wynajęto Górkowiczom kuchnię w budynku dyrekcji PKP.

Później ktoś niemądry zmienił nazwę z obiadów czwartkowych na zupę św. Mikołaja. Nie podobało mi się to. Obiady czwartkowe miały pazur, oddawały to, o co chodziło. Ta zupa wcale nie była taka ważna. Najważniejsze było spotkanie z tymi, którzy tej zupy potrzebowali, te dialogi z nimi, ich opowieści – jak widać, chyba nawet nie muszę wspominać, kto jest elitą na tych „obiadach czwartkowych”.

Pierwsza Wigilia dla bezdomnych…

…jest związana właśnie z obiadami. Zorganizowana została w bufecie dworcowym i w poczekalni. Zabrakło na niej dosłownie wszystkiego, więc organizatorzy kupowali gościom obiady czy papierosy w bufecie. Z czasem wigilie stały się bogatsze, przygotowanie było coraz lepsze, ludzie chętnie dawali coraz więcej pieniędzy. Dziś Wigilię organizujemy dwa dni wcześniej, pierwsza (i wszystkie do poprzedniego roku, którą wyprawiliśmy 23. grudnia) natomiast odbyła się 24. grudnia, gdy wszystkie rodziny siadały do stołów. Ojcu Michałowi pomagały „dzieciaki z duszpasterstwa”, które zostawiały rodziny i spędzały wigilię z bezdomnymi.

I na pewno nie ostatnia

Każda środowa „Zupa” jest dla nas wyjątkowym przeżyciem. Staramy się, by wciąż był to „obiad czwartkowy”, rozmawiając z przychodzącymi do nas ubogimi, uśmiechając się do nich czy po prostu zauważając tych, od których zazwyczaj odwraca się wzrok. Ale Wigilii, towarzyszących jej emocji, przeżyć, sytuacji, komplikacji nie da się opisać słowami. Być może zrobią to zdjęcia, a może film… To piękne, ale też trudne doświadczenie, dlatego każda pomoc jest dla nas na wagę złota.

Znasz kogoś, kto zna kogoś, kto gotuje pyszny barszcz albo lepi znakomite uszka? A może masz talent cukierniczy? Albo potrafisz zrobić ozdoby na wigilijny stół? Może chcesz po prostu wpaść i po prostu być?

Co możesz zrobić?

– ugotować coś, upiec, zorganizować herbatę czy napoje

– przynieść rzeczy potrzebne dla dzieci, jak zabawki, zeszyty, kredki…

– jednorazowe naczynia i sztućce

– zorganizować transport rzeczy

– cokolwiek, na co wpadniesz

Czekamy na maile i zgłoszenia tutaj: pomoc.gdansk@dominikanie.pl

Wszystkie istotne informacje umieszczamy w wydarzeniu na Facebooku: https://www.facebook.com/events/116689139278803/

* Cytaty pochodzą z książki Michała Zioło OCSO Po co światu mnich?, Wydawnictwo W Drodze, Poznań 2018

Zdjęcia własność „DA Górka”

 

Urszula Michalik

Powiązane posty

Dodaj komentarz