Wejdź w czyjeś buty, czyli o empatii słów kilka

Dookoła słychać już dobrze znane dźwięki świątecznych piosenek. Sklepy przywdziewają szaty bożonarodzeniowej atmosfery, a dzieciaki zaczynają odpakowywać słodki kalendarzyk adwentowy. Młodzi organizują imprezy andrzejkowe, które zwiastują początek odliczania do błogiego, świątecznego odpoczynku. Jednak, czym jest dla nas ten okres? Czy jesteśmy wierzący, czy też nie, jest okazją do zwrócenia się w kierunku drugiej osoby, zarówno tej dobrze już nam znanej jak i obcej. Dlatego właśnie zamierzam rozprawić się z zagadnieniem, jakim jest empatia.

 

Zabawmy się w poliglotów

Z greckiego słowo empátheia oznacza cierpienie. W angielskim jest ono stosowane wymiennie ze słowem sympathy. Samo sformułowanie pojęcia empatii zostało ukute przez Rudolfa Lotze w 1858 roku. Niemiecki filozof posłużył się greckim odpowiednikiem niemieckiego słowa Einfühlung, które tłumaczy się, jako wczuwanie się w. Sytuacja definiowania nie jest jednak tak klarowna, jak się wydaje. Uznaje się ją zarówno, jako współodczuwanie, zrozumienie, współczucie.

Co na to psychologia?

Empatia odnosi się głownie do naszej zdolności do introspekcji i do założenia, że wszyscy ludzie odbierają świat w podobny, jak nie identyczny sposób. Polega ona, więc na stawianiu się w sytuacji drugiej osoby, wyobrażaniu sobie jak to by było na jej miejscu. I pomimo tego, że w danym momencie nie jesteśmy tego świadomi działają w nas podświadome mechanizmy wzbudzające chęć pomocy drugiej osobie.

Psychologia wyróżnia trzy rodzaje empatii: kognitywną, emocjonalną i współczującą.

Empatia kognitywna

Zdolności kognitywne rozumie się, jako czerpanie wiedzy i dedukcje przez obserwacje. Empatia kognitywna oznacza więc umiejętność odczytywania, w jakim stanie znajduje się dana osoba, czego jej potrzeba, co czuje, jakie są jej pragnienia, czy potrzeby. W tym bardziej naukowym świetle empatia to nic innego jak narzędzie, w które wyposażyła nas ewolucja, abyśmy byli w stanie poprawnie współegzystować na ziemi. Teza ta nawiązuje do neuronów lustrzanych. Odpalają się one głownie w momencie obserwowania czyjegoś zachowania, a co za tym idzie szukania w drugiej osobie cech nam wspólnych. Dzięki nim jesteśmy w stanie rozumieć intencje i zachowania drugiej osoby. Nasza empatia opiera się więc na umiejętności postawienia się w czyjejś sytuacji. Ta umiejętność jest niezwykle ważna w negocjacjach, kiedy próba zrozumienia toku myślenia drugiej osoby jest nieodzowna.

Empatia emocjonalna

Inaczej nazywana jest afektywną, a co za tym idzie można ją rozumieć, jako zdolność odpowiadania na czyjeś emocje. Oznacza umiejętność zrozumienia czyjegoś położenia. Jesteśmy w stanie postawić się na czyimś miejscu, wyobrazić sobie, jakie emocje targają daną osobą. Może to zabrzmieć nieco cynicznie, ale jest to po prostu umiejętność odpowiedniego reagowania emocjami w odpowiedzi na czyjeś przeżycia. Z tym zagadnieniem wiąże się na przykład powiedzenie o śmiechu, który jest zaraźliwy lub to dotyczące prawdziwego przyjaciela, którego poza się w biedzie. Również tutaj według neuropsychologów mamy do czynienia z błogosławionym działaniem neuronów lustrzanych. To one budują w nas mechanizmy dostosowywania swoich emocji do innych, dzięki czemu nie zdarza nam się wybuchnąć śmiechem widząc czyjąś krzywdę, czy żal. Matko ewolucjo, dziękujemy!

Empatia współczująca

Nazywana też nastawieniem empatycznym. To właśnie ona napędza nas do działania. Chęć czynnej, bądź biernej pomocy rodzi się dzięki dwóm powyższym empatiom. Współczucie pcha nas do zmiany czyjejś sytuacji, bo sami chcielibyśmy tego samego dla siebie samych. Brzmi jak powiedzenie o tym by nie robić drugiemu, co nam niemiłe. Ten rodzaj empatii często służy również za hamulec dla emocji. Dzieje się tak, kiedy nasza praca wymagałaby zbyt dużego wkładu emocjonalnego, co poskutkowałoby wypaleniem i niemożnością pomocy innym. Przykładem jest wyzwanie zachowania kamiennej twarzy, by dodać komuś otuchy, bądź przekonać. Jest to pokrótce zdolność do łączenia się w bólu, przybierania odpowiedniej miny pocieszającego tonu głosu.

Empatia- wrodzona, czy nabyta?

Wiemy już, że za empatie odpowiadają w głównej mierze neurony lustrzane. Pomagają nam postawić się w czyjejś sytuacji i znaleźć w sobie uczucia, jakie w nas występowały w podobnych okolicznościach. Jednak, czy psychopata od urodzenia nie potrafi współodczuwać? Czy w ogóle jest tak, że osoby czerpiące radość z ranienia innych nie potrafią współczuć?

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Od okresu niemowlęctwa należy starać się, aby maleństwo stało się świadomym swoich emocji młodym człowiekiem, który będzie wiedział jak zarządzać swoim światem uczuć. Dzieci powinny uczyć się, że osoba, która jest dla nich synonimem miłości i bezpieczeństwa nigdy ich nie skrzywdzi. To ona kołysze je do snu i uspokaja każde złe emocje, pomaga się wyciszyć. Dzieci są świetnymi obserwatorami. Z tego, co zobaczą uczą się zachowań ludzkich.

Niemowlęta i małe dzieci nie są jednak świadome intencji innych ludzi, nie potrafią, więc współodczuwać. Można uznać, że są raczkującymi behawiorystami, starającymi się grać pod publikę dorosłych. Jednak moment zniknięcia opiekuna z oka jest druzgocący. Nie zdarza się również, aby dzieciaki potrafiły pocieszać się nawzajem. Jest to typową oznaką działania empatii. Reakcji na czyjeś negatywne lub pozytywne emocje uczą się od dorosłych. Im więcej uda im się napotkać pokazów, tym lepiej są przygotowani do wstąpienia w życie społeczne.

Nie od razu Rzym zbudowano

Proces nabywania empatii następuje gradacyjne. Oznacza to mianowicie, że nie dzieje się to z dnia na dzień. Przebiega to stopniowo. Oznaki postępu często można zaobserwować w codziennych zabawach dzieci, jak troska o lalkę, pocieszające poklepywanie po plecach (wiek około 2 lat), przytulanie płaczącej mamy. Na tym etapie empatia jest na razie raczkująca, ponieważ odnosi się raczej do wyuczonych reakcji, ale jednak jest. Dzieciom z trudem przychodzi postawienie się w sytuacji innych, ponieważ nie posiadają jeszcze doświadczenia. Nie widzą, co to znaczy być zmęczonym po pracy i nie mieć ochoty na zabawę. Z czasem uczą się na swoim przykładzie, który później łatwiej im przełożyć na innych.

W wieku powyżej 3 roku życia dzieci powoli rozumieją uczucia i wykazują się często kreatywnością, aby pomóc swoim towarzyszom. Zaczynają rozumieć, co kieruje zachowaniami innych, odczytują powoli ich zachcianki i pragnienia. Potrafią połączyć zdarzenie z wywołanym u kogoś stanem emocjonalnym.

O ile każdy z nas rodzi się z predyspozycją,  jaką jest empatia, to samego bycia empatyczną osobą musimy się nauczyć sami. Naszymi drogowskazami są rodzice, opiekunowie i inni dorośli przedstawiciele gatunku Homo sapiens. Dlatego tak ważne jest, aby dzieci otrzymywały tylko dobre lekcje, które później przełożą na życie codzienne. Kluczowe są pierwsze lata rozwoju, w których dobrze jest uczyć nazywania emocji, odczytywania wyrazu twarzy, czy oceny tonu głosu. Dobrą lekcją może być wspólne zastanawianie się, jak można by zmienić czyjeś samopoczucie. Jeśli więc zdarzy się nam być wzorem do naśladowania, pozostańmy też otwartym forum do dyskusji.

Współczujący psychopata?

Wydawać by się mogło, że dla każdego człowieka krzywdzenie jest rzeczą zakazaną, a czerpanie przyjemności z zadawania komuś cierpienia jest czymś anormalnym. Zdarzają się jednak wyjątki.

Czy seryjny gwałciciel lub morderca potrafi współczuć? Wszystko wskazuje na to, że tak. Z czysto logicznego punktu widzenia, jeżeli przyjmiemy, że cierpienie innych sprawia mu przyjemność, to osoba ta musi umieć odczytywać czyjeś emocje i uczucia. Jego chorobą nie jest brak empatii, a raczej czerpanie korzyści z krzywdy bliźnich.

Nadmienić należy również, że osoby z wynaturzeniami psychopatycznymi często są specami z dziedziny ludzkiej psychologii. Potrafią lustrować ludzi. Czytają z nich, jak z otwartej księgi, a raczej przepisu na to, jak zwabić do siebie ofiarę. Latami potrafią chować się niezauważeni, często uważani za spokojne i niewinne osoby.

Psychopaci są wśród nas

Nie trzeba jednak masakrować miasta piła mechaniczną, aby mieć w sobie coś z psychopaty. W latach 70. XX wieku psycholog o nazwisku Harrington (nie mylić z Huntingtonem) sformułował pojęcie pokolenia P. Oznaczało to erę,  w której psychopaci to sprawnie egzystujący w społeczeństwie ludzie, często piastujący wyższe stanowiska w wielkich, bezosobowych korporacjach, czy zarządzający państwem. Psychologów martwiło pojawiające się w świecie wynaturzenie, które polegało na zaprzestaniu nawiązywania szczerych, głębokich relacji interpersonalnych, brak konsekwencji czynów, podziw dla bezwzględności czy zachowania zimnej krwi w każdej sytuacji.

Oba typy psychopatów, zarówno tego kryminalnego, jak i wyrachowanego, odnoszącego sukcesy człowieka zdają się zostawać nieporuszeni konsekwencjami swoich decyzji. Błagania i płacz nie ruszają ich zimnych serc. Dlatego nie posiadają oni dobrze rozwiniętej empatii. Coraz częściej mówi się o trudnym dzieciństwie, jako predykacie do stania się zaburzonym emocjonalnie człowiekiem. Tutaj, więc następuje pytanie, co zrobić, aby proces resocjalizacji, czy leczenia zdołał naprawić wyrządzone dawno temu krzywdy i czy jest to na pewno możliwe? Rodzimy się, jako tabula rasa (czysta karta).Później wszystko wyrywa się w nas, jak na glinianej tablicy, z której nie da się już zmyć zapisanych wspomnień. Nie bez powodu nasz umysł porównywany jest do sieci internetowej, z której nic nigdy nie znika, pozostawiając ślad, jako fundament całej budowli.

Zanik empatii

Dziś mamy coraz mniej czasu na problemy osobiste, a co dopiero innych ludzi. Nie próbujemy nawet zrozumieć siebie nawzajem. Depresja do dziś u niektórych wywołuje śmiech. Lubimy umniejszać problemom, z jakimi przychodzą do nas znajomi, prowadzimy wyścigi w tym, kto ma gorzej. Kto nie spotkał się z tekstem: „ja przeszłam to samo, nie przesadzaj”. Sama nieraz nie potrafiłam odnaleźć się w czyjejś sytuacji, bo spiesząc się nawet nie próbowałam, zdegradowałam ją do swoich doświadczeń. Pamiętajmy jednak, że każdy jest indywiduum, które może być silniejsze lub słabsze. Dla jednej osoby coś, co jest nie do przekroczenia, dla innej będzie przysłowiową bułką z masłem. Dlatego, pomimo, że ktoś nam kiedyś nie udzielił pomocy nie przenośmy tego zachowania na nasze życie. Wraca do nas to, co dajemy światu (a przynajmniej w to chce wierzyć). Aby pokazać, że masz swoje pokłady empatii nie musisz od razu rzucać wszystkiego i poświęcać się wolontariatowi. Może przekazać darowiznę, stare ubrania zamiast do kosza oddaj na cel charytatywny. Reaguj, jeśli widzisz oznaki zachowań nienawistnych. Może to być nawet zgłoszenie mowy nienawiści w facebookowym poście. Następnym razem, gdy zobaczysz, że ktoś się potknął – zatrzymaj się i pomóż. Ktoś zgubi koło Ciebie telefon, pokaż swoją dobrą duszę i zwróć własność w dobre ręce. Małe czyny mogą zmienić czyjeś życie, jeśli będziemy działać razem. Nie jesteśmy aniołami, każdy ma swoje życie i pęd dnia. Jednak tak małe uczynki, jak uśmiech w gorącym tramwaju, mogą stać się dla kogoś promykiem w słońca w szary, mglisty dzień. Poczujmy, więc prawdziwie świąteczny klimat i stwórzmy wokół siebie ciepło, które będzie nam towarzyszyć cały rok.

Dodaj komentarz