Spotkajmy się po Drugiej Stronie – In Another World With My Smartphone

Śmierć. Z samych dywagacji, co następuje po niej napisano już niejedną książkę i wymyślono niejedną teorię. Jak to się ma z prawdą? Chyba nie da się tego stwierdzić. W zależności od wiary jaką człowiek nosi w swoim sercu, widzi całość zupełnie inaczej. Niezależnie, czy czeka nas reinkarnacja, wieczna nagroda, czy wieczne potępienie- strach przed tym, co nastąpi w chwili jej przyjścia jest, jak najbardziej, naturalny.

Na pytanie, jak będzie po pojawieniu się śmierci na drodze człowieka, niezliczona ilość twórców wszelkiej maści przelała swe obawy na setki, jeśli nie tysiące, prac. Są tacy, którzy określają swoje wizje jako jedyne prawdziwe, czy pojawili się również tacy określający je jako prorocze. Mimo to zawsze należy podchodzić do wszelkich teorii tego typu z mocnym dystansem. Przecież według takowych nasz świat skończył się już w 2012 roku, a jednak kurtyna jeszcze nie opadła.

Osobiście, kiedy pomyślę o śmierci przypomina mi się krótkie zdanie, które usłyszałem dawno temu i stało się ono moim swoistym mottem życiowym. Ot proste, lecz z mocą i wydźwiękiem. Pochodzi z tekstu „Bajki o Głupim Jasiu” (notabene mojej ulubionej ballady) Jacka Kaczmarskiego, którego twórczość od lat inspiruje mnie przy okazji mojego osobistego Warsztatu. A leci tak:

„W baśniach śpią prawdziwe dzieje;
Woda Życia nie istnieje.
Ale zawsze warto po nią iść.”

Jest to pewna zachęta by iść dalej. By nigdy nie odpuszczać. Tak też, jak wiele innych rzeczy w życiu dla każdego z nas, śmierć jest nieunikniona. Kiedyś nadejdzie, niczym nieproszony gość pukając do drzwi. Niestety, nie jesteśmy w stanie się do niej przygotować. Osobiście, zawsze głęboko wierzyłem w to, aby tak przeżyć dany mi czas, by odpowiedzieć jej uśmiechem, gdy ta uśmiechnie się do mnie. Tym samym, choć z całego serca życzę wam abyście zorganizowali w swoim życiu, jak najmniej pogrzebów smutną prawdą jest fakt, że każdego z nas to czeka.

Niemniej jednak wybaczcie mi proszę przydługi wstęp. Na dziś wybrałem produkcję, która jednocześnie budzi we mnie podziw, co także zdumienie, czy poirytowanie. Nie powiedziałbym, że wybrałem ją aby się niepotrzebnie wyżyć, lecz by pobawić się czymś w założeniu stosunkowo lekkim.

Jest to też pierwsza z pozycji spod sztandaru podgatunku harem, co – nie ukrywam – jest dla mnie lekko niepokojącą nowiną. Zarówno zbierając sygnały od was, jak także doglądając tendencji na dostępnym rynku byłem wprost zaszokowany widząc, ile tego właściwie jest. Jednak do tego tematu dobiorę się chętnie przy innej okazji.

Smile!

Tymczasem stwierdziłem, że zajmę się dzisiaj produkcją o dość niecodziennym zapleczu. Dzieło studia Production Reed pod wdzięcznym tytułem „Isekai wa Smartphone to Tomo ni.”, co oficjalnie tłumaczy się jako: „In Another World With My Smartphone”.

Dlaczego niecodzienne? Cóż, całość opiera się na noweli warsztatu Patora Fuyuhara z Japonii i w tym nie ma nic nadzwyczajnego. Można pomyśleć, ot kolejny twórca zajmujący się opowiadaniem historii na bardzo mocno zakorzenionych w regionie kanwach i stereotypach. Jedynie, że ów dzieło, tym bardziej za sprawą anime, nabrało dość szybko dziwnego rozgłosu.

Z jednej strony- chwalone za bogaty świat, ciekawy koncept, barwne postacie, a co ważniejsze właściwe pogodzenie dogmatów religijnych w sprawie bóstw, czy samej śmierci. Z drugiej, delikatnie mówiąc, przyjęte bardzo niechętnie za swoją główną postać – chłopaka imieniem Mochizuki Touya.

Pozwolę sobie zająć się najpierw tym niby złym tematem. Otóż nasz młody Touya jest dość kłopotliwą postacią. Na samym wstępie możemy spotkać go w towarzystwie samego Boga, który przeprasza go za fakt, iż przypadkiem go uśmiercił zrzucając sporą gabarytowo łódź na jego głowę. W zamian za omyłkę (między innymi ponieważ ten w chwili śmierci miał zaledwie 15 lat) wskrzesza go w nowym świecie pełnym magii, tajemnic i niezrozumiałych mocy. Do tego, aby grać fair pozwala mu wybrać sobie coś, co by chciał w nowym życiu.

Na herbatce z Bogiem.

Nasz protagonista wybiera swojego smartphona, jakkolwiek irracjonalnie by to nie brzmiało. Ocenę tej decyzji pozostawię wam. Pomimo, iż brzmi ona co najmniej dziwnie staje się kluczowa na jego drodze.

Tu, właściwie z miejsca, zaczynają się schody. Touya ze sztucznie podkręconymi wszystkimi zdolnościami jest po prostu postacią OP (Overpower) i nie ma żyjącej istoty, która byłaby w stanie sobie z nim poradzić. Swoją wrodzoną charyzmą przekonuje do siebie otoczenie jak też, oczywiście, częściowo nieświadomie gromadzi wokół siebie tłum chętnych.

Tutaj też, przejawia się pewny szablon postaci właśnie z podgatunku harem. Robią to właściwie wszyscy, niezależnie od produkcji może z pojedynczymi wyjątkami. Touya nie ma bladego pojęcia, że dziewczyny są w nim zakochane, choć to jest wprost oczywiste dla widza. Tym samym nasz nieświadomy ,,jeleń” dalej robi swoje, coraz intensywniej kopiąc pod sobą dół.

Nie zrozumcie mnie też źle. Już po przeczytaniu opisu tej produkcji, powyższą sytuację da się odczytać bez trudu. Jest to jedna z tych pozycji, która wyciąga swojego asa z rękawa już na początku rozgrywki. Jednak, o ile większość takich tworów jest raczej miałka, to tutaj aż przyjemnie mi się ogląda, co dalej czeka bohaterów tej bajki.

Touya jest specyficznym człowiekiem. Oczywiście, pamiętając o pewnych japońskich normach zachowań, nawet w tych ramach mocno odstaje. To właśnie uważam za jego największy atut – on zwyczajnie myśli. Nie ciągnie go zboczony popęd, jakkolwiek by to nie brzmiało. Stara się być dobrym człowiekiem, jednocześnie robiąc wszystko, aby zrozumieć otaczający go świat. Za to gościa polubiłem. Jest po prostu człowiekiem.

Niemniej, jest nierozgarnięty na tyle, by nie zauważyć ewidentnej adoracji otaczających go dziewczyn.

Panowie wybaczą, lecz to pilne. Czy zastałem Jolkę?

Pomimo, iż jest niezaprzeczalnie OP i wiele głosów się podniosło, że jest najlepszym możliwym przykładem na to jak nie robić bohaterów tego typu, nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. Oczywiście, daleko mu do kreacji jaką jest choćby One-Punch Man, lecz jako ogniwo w tym barwnym świecie pasuje idealnie. Mimo że są sytuacje, za które człowiek ma ochotę dać mu po twarzy po to by zajął się sprawą jak mężczyzna, a nie szedł na skróty.

Jednak teraz zejdźmy już z niego, bo nie jest jedyną postacią tej produkcji. W anime (gdyż nowela przedstawia ich znacznie więcej), aktualnie jest pięć dziewczyn, które nie odstępują go na krok. Cóż, sześć, lecz szósta pomimo, iż nieoficjalnie przedstawiona pełni rolę drugoplanową.

Każdą cechuje inny zestaw na palecie charakterów i łączy skryta, mniej lub bardziej, miłość do protagonisty. Nie są to, jednak, postacie wyjęte z szablonu podgatunku, czego na początku się spodziewałem. Z reguły dziewczyny (bądź chłopcy, w odwróconym haremie – tak, coś takiego występuje) są nijakie. Nie mają jakichś wyróżniających cech. Z jakiegoś powodu dominują ciężkie do wyobrażenia w społeczeństwie zachowania, lecz w tej produkcji autor wyraźnie się postarał.

Każda z pokazanych dziewczyn jest wyjątkowa. Nie są nijakie, czego bałem się najbardziej, czy pozbawione większych emocji. Choć przejawiają pewne zachowania, jakże popularne w podgatunku, są ciekawą odskocznią od tego, co można spotkać w mniej ambitnych produkcjach. Oczywiście, pojawia się motyw dogłębnej zazdrości, walki o dominację, czy miękkich kolan, kiedy dochodzi do konfrontacji z Touyą, lecz jest to jedynie mały fragment układanki.

Powiem po prostu, że jest w nich życie. Nie są pustym, nienaturalnym tworem, który ma za zadanie zadowolić określonych odbiorców, którzy, nie ubliżając nikomu, interesują się produkcją dla konkretnych celów. Tutaj każda postać ma swoje kolory – ma bardzo wyraźne wady i zalety. Każda, w interesujący sposób, gra swoją rolę jakby dopełniając oraz podkreślając pozycję protagonisty. One wszystkie są ważne, aby całość mogła iść równym, stanowczym krokiem.

Pierwsza część wspomnianej noweli. Ha, może sobie nawet sprawię. Zobaczymy.

Tym samym, choć tytuł brzmi dość śmiesznie – poniekąd tak samo jak jego założenia – ma w sobie coś, co spowodowało, że nie mogłem się od niego oderwać. Pomimo, iż nie jest to pozycja, która wylądowała jakoś wysoko w moim osobistym rankingu, z przyjemnością spędziłem ten czas przed ekranem. Jest to kolejna produkcja zwyczajnie niezobowiązująca. Nie posiada super rozbudowanej fabuły, lecz ta przygotowana jest bardzo dokładnie z uwzględnieniem szczegółów.

Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy siadałem do niej, z miejsca odpychały mnie komentarze pod opisem. Ponoć jest to pozycja na ostrą nudę, gdy nie ma nic lepszego do roboty. Całkowicie nie zgodzę się z tym zdaniem.

Tak już kończąc dodam, że kontynuacja pojawi się z pewnością. To anime pochodzi z 2017 roku, a nowela, na której się opiera, mocno wyprzedza ją fabułą. Do tego ta drukowana seria jest daleka od końca. Niemniej, kiedy można spodziewać się kolejnego sezonu? Różne plotki można znaleźć, lecz zobaczymy, co przyniesie jutro.

Z mojej strony, jeśli miałbym ustawić skalę, będzie 8/10. Osobiście zachęcam, aby dać szansę. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie. Tymczasem ja się zwijam.

Do miłego

Gawęda

Powiązane posty

Dodaj komentarz