Złoty medal w skokach narciarskich

Skok na złoto

Kwalifikacje były obiecujące. Pomimo nierównych i kapryśnych warunków Koreańskiej pogody, żaden z biało-czerwonych orłów nie zawiódł. Maciej Kot sensacyjnie skoczył na odległość 138 metrów, a lider naszej reprezentacji – Kamil Stoch – przy wietrze z tyłu wylądował na 131 metrze. Większego pecha mieli „Stefanek” i Dawid Kubacki, którym zabrakło noszenia i zwyczajnie klapnęli po locie na odległość 127 metrów.

http://www.sport.pl/sport/1,144964,22997943,pjongczang-2018-skoki-narciarskie-transmisja-tv-relacja-live.html

Zupełnie uzasadnione były nadzieje polskich kibiców przed dzisiejszym konkursem, a nasi skoczkowie jak zwykle nie zwiedli. Znaczy to nie mniej, nie więcej, że oddali takie skoki jakich mogliśmy się po nich spodziewać. Pierwszy na belce usiadł Maciek Kot, który w nie najgorszych warunkach oddał nie najgorszy skok. Odległość 128,5 metra dała mu trzecią lokatę, choć wiadomo, że stać go na znacznie więcej. Zaledwie sześć minut po nim do swojej próby podchodził Stefan Hula. Skoczek dawniej spychany na bok, zapomniany… Jednak w ostatnich paru konkursach udowodnił swoją wartość w drużynie swoimi regularnymi skokami i nienagannym stylem. Z krótszego rozbiegu, poprawnym telemarkiem ląduje na 132 metrze. Mijają następne cztery minuty, a belkę ogrzewa Dawid Kubacki, którego forma w Pyeongchangu pozostawiała jednak trochę do życzenia. Jednakże wszelkie wątpliwości co do niej rozwiał świetnym lotem na 134,5 metra. Mamy więc tendencję wzrostową. Świetnie!

Na górze pozostał już tylko mistrz z Zębu, podwójny mistrz olimpijski, mistrz świata, wicemistrz świata w lotach, a to tylko część tytułów. Presja jest duża. Najpierw świeżo upieczony mistrz olimpijski z Niemiec dolatuje do 135,5 metra, następnie Freitag do 130-go. Jednak Kamil pokazał wiele razy, że potrafi wygrywać konkursy chłodną głową i tak było i tym razem. Fenomenalnym lotem na odległość 135,5 metra, choć w słabych warunkach, wspina się na szczyt, a jest już w połowie drogi! Ostatecznie nasi skoczkowie zaprezentowali się poprawnie. Maciek na 17-tym miejscu, Stefan na 12-tym, Dawid na 5-tym, a Kamil rzecz jasna na pierwszym.

Po takiej pierwszej serii, przed drugą powinniśmy być pełni entuzjazmu lecz gdzieś z tyłu głowy wciąż pamiętamy rezultat z konkursu na skoczni normalnej, więc nikt nie wiesza jeszcze medali na naszych skoczkach – i bardzo dobrze.

Druga seria była nieco bardziej loteryjna. Ci szczęśliwcy, którzy trafili na wiatr pod narty odlatywali, a ci drudzy… no cóż. Maciej Kot znów trafił na warunki nie najlepsze, ale mimo to wycisnął ze swojego skoku ile potrafił. Z wyniku 129,5 metra powinien być całkowicie zadowolony. Przychodzi pora na Stefana Hulę, a w międzyczasie Daniel Andre Tande odpala rakietę, której paliwo wyczerpało się na 138,5 metra. Tym razem Stefan nie utrzymuje swojej pozycji. Skok identyczny jak Maćka – 129,5 metra – daje zaledwie czwartą lokatę. Warunki zaczynają się stabilizować, a pora przychodzi na Dawida Kubackiego. Ten skok był dla niego olbrzymią szansą na podium w igrzyskach. „Był”, ponieważ skok na odległość 126 metrów odbiera jakąkolwiek nadzieję na poprawę miejsca w konkursie. Dawid wskakuje na szóste miejsce.

Ziszcza się fatalny koszmar. Czyżbyśmy mieli zapomnieć o medalach w skokach? Przed próbą Kamila, Wellinger udowadnia, że tytułu mistrza nie dorobił się przypadkiem. Skok, a raczej już lot, na odległość 142 metrów daje mu pewne prowadzenie. Jeszcze Austriak Hayboeck. Doświadczony skoczek nie wytrzymuje ciśnienia. Jego skok spokojnie można nazwać katastrofą.

W takiej otoczce na szczycie rozbiegu siedzi ostatni zawodnik. Skoczek w niebieskim kasku czeka na zielone światło i dostaje je – chorągiewka leci w dół. Komputer każe Stochowi polecieć za 138 metr by wygrać. Warunki są ciężkie, a z tyłu skoczni powiewa mocny wiatr.

https://sport.onet.pl/kamil-stoch

Ruszył. Jak zwykle nienaganna pozycja dojazdowa napina i prostuje się w ułamku sekundy, gdy trzeba się odbić od progu. Przecina powietrze niczym posąg. Leci dość nisko. Zdaje się, że spóźnił skok i wyląduje poza podium ale nadal leci. Tylko mistrz Stoch wie skąd wziął poduszkę powietrzną, na której doleciał na 136,5 metra. Fenomenalny skok, wyładowany idealnie na wyświetlanej linii na zeskoku. Urodę jego próby potwierdzają noty – 19, 19,5 nie niżej. Zaczyna się nerwowe wyczekiwanie na ostateczny rezultat. Wszystkie komputery w Korei zdaje się zacięły, a przeliczanie trwa nadal. Wybuch radości – jest! Jest trzeci złoty medal na zimowych igrzyskach olimpijskich. Wielki mistrz potwierdza swoją klasę wygrywając z Wellingerem o 3,4 punktu.

Mazurek Dąbrowskiego pierwszy raz na igrzyskach olimpijskich w Pyeongchangu wybrzmniewa, gdy nasz skoczek trzyma w dłoniach trofeum. Tuż za nim uplasował się Andreas Wellinger, który niemal powtórzył wyczyn Kamila sprzed czterech lat. Ostatni stopień zarezerwowany był dla Andersa Johanssona.

Najwybitniejszy polski skoczek narciarski wrócił do gry. Przed nami skoki drużynowe w poniedziałek!

https://sport.onet.pl/zimowe/skoki-narciarskie/skoki-narciarskie-terminarz-i-kalendarz-sezonu-20172018-or-ps/ezq3hwp

Powiązane posty

Dodaj komentarz