Samozapamiętująca Lalka – Violet Evergarden

Hej wszystkim!

Byłem bardzo sceptyczny, kiedy przyjaciel zasugerował mi spróbować z platformą filmową oraz serialową Netflix. Nigdy nie byłem wielkim znawcą kina, a i co do seriali miałem mieszane uczucia. Z reguły, gdy mam ochotę coś obejrzeć to sięgam po produkcje sprawdzone. Nowości nie tyle się obawiam, co mam w sobie ten dreszcz, że odpalę coś, po czym pożałuję straconego czasu (tak też czasem bywa). Netflix natomiast dał mi taką możliwość, iż w ramach abonamentu mam możliwość obejrzenia całych zbiorów zgromadzonych w aplikacji.

Osobiście – po kilku miesiącach korzystania – mogę polecić go, jako swoistą alternatywę dla ludzi, którzy lubią od czasu do czasu coś dobrego obejrzeć. Nie musicie oczywiście wybierać odgórnie Netflixa tylko, dlatego, że mi się spodobał. Jest wiele pozycji na rynku. Sugeruję, natomiast, dokonać małego wywiadu środowiskowego dowiadując się, co jest w ofercie. Nie tak dawno dawałem szansę chociażby platformie Showmax, lecz, osobiście, jego pozycje nie są dla mnie.

Wracając natomiast do meritum wypowiedzi, bo zaczynam gubić wątek.

Przeglądając tak sobie bibliotekę aplikacji trafiłem na niewiele mówiący tytuł „Violet Evergarden”. W pierwszej chwili, gdy tylko zobaczyłem te dwa słowa przyozdobione skromnym obrazkiem zignorowałem całość. Już na pierwszy rzut oka widać było, że jest to anime, za którym (jako gatunkiem) w zasadzie nie przepadam. Są oczywiście wyjątki, lecz, przynajmniej póki co, jest to zaledwie kilka kropel w stale płynącej Motławie.

Drugie spotkanie pojawiło się pewnego razu przed pracą, kiedy, czekając na współpracowników, od niechcenia przeglądałem Netflixa w poszukiwaniu znanych sobie tytułów. Wtedy pojawiło się znowu skromnie schowane gdzieś na którejś z list. Stuknąłem w ekran, a gdy pojawił się opis ustawiłem sobie produkcję, jako jedną z tych do obejrzenia. Dziś natomiast, gdy potrzebowałem czegoś lekkiego, postanowiłem dać szansę i odpaliłem.

Szczerze? Nie pożałowałem.

Pozwolę sobie zacytować krótki opis z Netflixa: „Wojna się skończyła, a Violet Evergarden potrzebuje pracy. Pozbawiona emocji bohaterka zajmuje się pisaniem listów, aby lepiej zrozumieć siebie i własną przeszłość„. Moim zdaniem mało to dokładne oraz bardzo oddalone od tego, co tak naprawdę jest w środku.

Z tych dwóch zdań wyczytałem, że będzie to sztampowe romansidło z płaską fabułą stworzone tylko po to, aby mała grupa indywiduów mogła się nacieszyć. Bardziej w błędzie być nie mogłem. Produkcja posiada oczywiście cechy typowo japońskich produkcji typu wszechobecne kobiety o z góry ustalonej, znacznie przesadzonej, czy nawet skrajnej urodzie (z całym szacunkiem dla twórcy, a co ważniejsze samych kobiet), teatralne podejście do ukazywania emocji albo ubiory niczym zdjęte z lalek.

Już po obejrzeniu pierwszego odcinka tak się wkręciłem, że przeleciało ich jeszcze wiele zanim powiedziałem dość. Wiedziałem, iż muszę coś napisać, a pierwsze notatki mimowolnie spisałem już na chusteczce pod herbatę.

Powiem tak: historia ukazana to bardzo elegancko poprowadzona opowieść o tytułowej dziewczynie Violet, która od najmłodszych lat była traktowana, jako narzędzie. Broń mówiąc dokładniej. Dopiero z czasem trafiła w ręce kogoś, kto stał się jej światem, lecz razem z zakończeniem wojny los rozdzielił ich. Violet została bardzo poważnie ranna. Jej obie ręce zastąpiono mechanicznymi protezami. Dziewczyna nauczona wojskowej dyscypliny ma problem ze znalezieniem się w świecie pozbawionym konfliktu. Mimo to wciąż nosi w sercu nadzieję, że odnajdzie mężczyznę, który pozwolił jej być człowiekiem.

Będąc już w cywilu Violet zaczyna pracę na prywatnej poczcie. Z początku trafia do Działu Sortowania, lecz po niedługim czasie dostaje funkcję oraz przechodzi kurs na niejaką Samozapamiętującą Lalkę – kobietę zajmującą się pisaniem listów w imieniu klienta (w świecie przedstawionym jest wielu analfabetów niepotrafiących czytać bądź też pisać). Skąd ta nazwa? Od twórcy pierwszej maszyny do pisania, którego żona była pisarką. Kobieta niestety utraciła wzrok i, specjalnie dla niej, aby dalej mogła tworzyć, co kocha. Funkcja przyjęła się, a droga do bycia prawdziwą Samozapamiętującą Lalką (od zapamiętania pozycji klawiszy) nie jest ani trochę prosta.

Nie będę ukrywał wzruszyłem się podziwiając każdą minutę produkcji. Świetnie napisana historia, a co najważniejsze główna postać. Dziewczyna mająca problemy ze zrozumieniem uczuć, czy z poznaniem otaczającego świata idealnie wpasowuje się w przebieg akcji. Wbite głęboko pod czaszkę dyscyplina, militarny żargon oraz wykonanie powierzonego zadania do tej pory było dla niej wszystkim. Teraz ma przed sobą nową misję, z którą musi się zmierzyć.

Być wolnym człowiekiem.

Serial miał swoją premierę na początku 2018 roku i ostatnie odcinki pierwszego sezonu (mam szczerą nadzieję, że będzie ich więcej) jeszcze oczekują na publikację. Z niecierpliwością na nie czekam, aby poznać tę historię do końca. Naprawdę cieszę się, że nadal są twórcy tworzący tak poruszające człowiekiem dzieła, które zaskakują nie zważając na formę lub przekaz. Dzięki nim odpala się natychmiast myślenie, a codzienność otrzymuje nowy odcień zupełnie inny od tej niekończącej się szarości.

Cóż, to będzie tyle na dzisiaj. Gorąco polecam zapoznać się z produkcją. Dopowiem tylko, że jest ona czysto produkcji Netflixa, więc najprościej jest założyć konto, aby móc się nią nacieszyć. Jednak bez paniki – pierwszy miesiąc po rejestracji, niezależnie od typu abonamentu, jest darmowy. Warto spróbować!

Natomiast ja się będę już żegnał! Dziękuję, że jesteście tu ze mną i mam nadzieję, iż zobaczymy się przy kolejnej okazji.

Trzymajcie się ciepło!

Do miłego

Gawęda

Materiał znajdziesz także na stronie autora.

Wszystkie zdjęcia zawarte we wpisie pochodzą z serialu „Violet Evergaden” studia Kyoto Animation produkcji Netflix.

Powiązane posty

1 komentarz na temat “Samozapamiętująca Lalka – Violet Evergarden”

  1. Pingback: Samozapamiętująca Lalka – Violet Evergarden – Kącik Gawędy
  2. Trackback: Samozapamiętująca Lalka – Violet Evergarden – Kącik Gawędy

Dodaj komentarz