Przepis na miłość z sokiem – Love is Like a Cocktail

Z każdym kolejnym dniem przekonuję się coraz bardziej do faktu, że im dłużej człowiek siedzi w Internecie tym Internet wie coraz więcej o nim. Jest to delikatnie mówiąc przerażająca myśl, lecz w dzisiejszym świecie jest to nieuniknione. Niemniej ma to też swoje plusy – człowiek poznaje rzeczy, o których nigdy by nawet nie pomyślał. Tym samym, jak z podziemi, pojawił się na mojej drodze temat anime.

Po publikacji artykułu o „Violet Evergarden” dostałem od Was listę produkcji z Kraju Kwitnącej Wiśni, która od pierwszego dnia wciąż rośnie. Niezmiernie cieszy mnie fakt, że piszecie lub przychodzicie do mnie z propozycjami, dlatego postanowiłem się tego podjąć. Musiałem, po prawdzie, lekko przesiać przedstawione pozycje, gdyż za lwią ich część najpewniej by mnie ukrzyżowano. Pojawiły się jednak też perełki, które obejrzałem i co jakiś czas oglądam ponownie z niespotykaną przyjemnością. Jeden z takich przykładów postanowiłem opisać w pierwszym wpisie serii.

Osake wa Fuufu ni Natte kara” – taki skromny tytuł nosi wspomniany serial z 2017 roku studia Creators in Pack. Po dłuższym czasie szperania po Internecie znalazłem oficjalną angielską nazwę produkcji, aby nie wysilać specjalnie języka, czyli „Love is Like a Cocktail”. W telegraficznym skrócie serial opowiada o codziennym życiu szczęśliwej, kochającej się pary mieszkającej w Japonii. Chisato Mizusawa pracuje w korporacji i przynosi rodzinie główny dochód, natomiast mąż Sora Mizusawa zajmuje się domem – gotuje, sprząta, a czasem dorabia jako barman.

Gdy po raz pierwszy pochyliłem się nad tą produkcją jej opis lekko mnie przeraził. W dość dziwnym składnią angielskim określał ich związek jako patologicznie zakręcony wokół alkoholizmu, gdzie to mężczyzna na siłę upija swoją kobietę. Nie dając temu wiary natychmiast poszukałem oficjalnego opisu i odetchnąłem z ulgą. Sprawa ma się tak: jako para poznali się poniekąd dzięki alkoholowi. Sora pracował jako barman, a Chisato przez pogodę oraz dziwne zrządzenie losu musiała się ukryć w jego barze. Od tego zdarzenia minęło wiele czasu, lecz miłość dalej rośnie z każdym dniem. W tym on nadal z chęcią przyrządza dla niej coraz to ciekawsze drinki. Nie trzeba być geniuszem by stwierdzić, że Chisato ma problem z trunkami, lecz ta w pełni świadoma tego faktu pije wyłącznie w towarzystwie swojego męża. Powód? Słaba głowa. Bardzo słaba głowa.

Bardzo spodobała mi się konstrukcja postaci. Jako że serial nie jest skomplikowany, a odcinki są raczej jednowątkowe, bohaterowie wydarzeń nie muszą być jakoś specjalnie rozbudowani. Mimo to, choć ich tło jest raczej skromne, im dalej w las tym okazuje się, że każdy drobny element ma wielkie znaczenie. To jest chyba największy plus produkcji. Wydaje się prosta, czy wręcz banalna, lecz jest to jedynie złudzenie. Każda akcja ma swoją reakcję. Każde zdarzenie miało swój powód i ma swoje konsekwencje. Ucieszył mnie fakt, że pomimo tak skromnego formatu całość jest dobrze zaplanowana. Historia płynie niczym rzeka równo oraz pewnie odgórnie wyznaczając czym jest.

Kolejne odcinki serialu (jest ich dokładnie 13) ułożone są w podobnym stylu: każdy ma pomiędzy 3, a 4 minuty; z reguły dotyczą jedynie relacji pomiędzy małżonkami (lecz pojawiają się także historie z koleżankami z pracy Chisato), a w tle co chwilę pojawiają się motywy cytrusów – swoistego symbolu z korporacji głównej bohaterki. Także w każdym jednym odcinku znajdziemy przepis na drinka, który pojawia się w danej części. Poziom ich skomplikowania nie jest super wysoki, dzięki czemu każdy może spróbować swoich sił w domu. Próbowałem, a nie jestem specjalistą w tej płaszczyźnie. Warto!

Szperając po sieci dowiedziałem się, że celem produkcji była seria lekkich, przyjemnych dla oka przerywników w blokach anime. Poprowadzone z żartem, lecz przedstawiające życie takim jakie jest miało zadanie choćby przez moment pozwolić rozpędzonym myślom odpocząć. Ten cel uważam za osiągnięty. Powiem więcej – uważam nawet, że produkcja zasługuje na kontynuację. Co ciekawe w czasie, gdy pisałem ten tekst dowiedziałem się, iż taka kontynuacja ma już miejsce. Prawda jest taka, że nie znalazłem jeszcze drogi, jak obejrzeć nową produkcję pod znakiem Koktajlu, lecz nie omieszkam zapoznać się z tematem, kiedy tylko pojawi się dogodna okazja.

Czy warto dodać coś więcej? Jeśli szukacie szybkiego, niezobowiązującego przerywnika od nauki, czy po prostu od problemów, polecam z całego serca. Serial nie zabierze wam godzin życia gdyż łącznie biorąc wszystkie odcinki zamkniecie go bodajże w trochę więcej niż 30 minut. Jest na tyle krótki, że nie posiada nawet sekwencji intro aby oszczędzić czas.

Tak też będzie to tyle na dzisiaj. Dziękuję, że jesteście! Pisanie dla Was to czysta przyjemność! Kolejne artykuły z tej serii już wkrótce, lecz nie będę zdradzał, co ukarze się następne.

Do miłego

Gawęda

Powiązane posty

Dodaj komentarz