Nowy front Wielkiej Wojny – Stalowe Szczury – Michał Gołkowski

Michała Gołkowskiego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Ojciec chrzestny serii S.T.A.L.K.E.R. w Polsce, który na przełomie zaledwie kilku lat na stałe wkradł się do kanonu rodzimej nam fantastyki. Jego książki często znajdziemy na topowych listach bibliotek, czy księgarni. Jego prace są, moim zdaniem, pozycjami wręcz obowiązkowymi dla każdego fana gatunku.

Otto w całej swojej okazałości! Przyznam się, że bardzo podobają mi się właściwie wszystkie okładki tej serii książek.

Pod koniec stycznia tego roku miała miejsce kolejna premiera jego książki. Stalowe Szczury doczekały się kontynuacji w postaci Otta, który na stałe rozgościł się na półkach sklepowych.

Tym samym po raz kolejny miałem przyjemność porozmawiać z Michałem, lecz tym razem skupiliśmy się właśnie na wspomnianej serii o ludziach Wielkiej Wojny. Stalowe Szczury po raz pierwszy pojawiły się w 2015 roku i nadal nie pozwalają o sobie zapomnieć. Jednak, co właściwie znajdziemy ukrytego między wersami tych opowieści? Jak potoczy się historia konfliktu, który miał zakończyć wszystkie wojny?

 

 

 

Michał Gołkowski – szalenie barwna i pełna energii osoba.

Marcin Kamieniecki: Jak właściwie zaczęła się historia Stalowych Szczurów? Skąd pomysł na przygody ludzi Wielkiej Wojny?

Michał Gołkowski: To zabawne, ale z założenia sama opowieść, jaka legła u podstawy fabuły, historii i świata była czystym science-fiction – romans człowieka i maszyny. Im dłużej nad tym jednak myślałem, tym bardziej widoczne stawało się, że naturalnym środowiskiem bohaterów nie jest pustka przestrzeni międzyplanetarnej, a pełne błota okopy Wielkiej Wojny. Zacząłem pisać, chcąc jeszcze pójść w kierunku lekkiego dieselpunka, ale i to bardzo szybko rozmyło się w absolutnej niesamowitości faktów historycznych. Okazało się, że te opowieści dosłownie leżą na bruku! Trzeba tylko je podnieść, obmyć z brudu i wypolerować.

MK: Historia Wielkiej Wojny jest stosunkowo tajemnicza i miejscami niepewna. Jak zastosowałeś jej realia i co zmieniłeś dopasowując ją do swojego świata?

MG: Założenie jest proste: Wielka Wojna się nie skończyła. Kropka. Poza tym staram się być na tyle blisko realiów historycznych, na ile to możliwe, zabierając tylko czytelnika na krótkie objazdy w krainę mojego wymysłu – ale zawsze tak, żeby nie zorientował się, do którego momentu nasze safari przebiega trasą legalną, ze wszystkimi kwitami, a kiedy zjeżdżamy z ubitego szlaku i ruszamy na kocią łapę.

MK: Wielka Wojna ma to do siebie, że podobnie jak w przypadku Drugiej Wojny to Niemcy pełnią rolę tych głównych złych. Niemniej właśnie wojska pruskie są poniekąd twarzą Stalowych Szczurów. Dlaczego?

MG: Właśnie dlatego. To częściowo tzw. „syndrom Szkieletora”, gdzie wychowany na He-Manie dzieciak w pewnej chwili zaczyna współczuć temu niebieskoskóremu antagoniście, który ciągle przegrywa. Poza tym, Niemcy są zupełnie niewykorzystani – poza książkowym Na zachodzie bez zmian i filmowym Stosstrupp 1917 każdy pomija ich zrozumiałym milczeniem. A ja lubię tematy zapomniane, odtrącone. Daje to świetną szansę pokazania właśnie tej bardziej ludzkiej, ciepłej twarzy nie narodu, nie strony w wojnie, ale człowieka.

MK: Wachlarz postaci Stalowych Szczurów jest bogaty w dość nieszablonowych bohaterów pierwszoplanowych. Co kryje się za ich sylwetkami? Jak powstali?

MG: Ciężko to opisać, ale… Ale ja ich nie stworzyłem. Serio. Oni już tam są, a ja tylko ich piszę. Czasami sam jestem zaskoczony, kiedy nagle odzywa się ktoś – wtedy muszę szybko znaleźć imię! – i mówi coś, a ja patrzę na to, co właśnie spisałem i myślę: eeejj, to jest dobre!… W momencie, kiedy dać postaciom odpowiednio dużo luzu w książce, one rozwiną się i otworzą same, bez konieczności dźgania ich zaostrzonym patykiem i popychania na siłę, aby na pewno szły w kierunku, który sobie wyznaczył autor.

MK: Najnowsza część Stalowych Szczurów z twojego warsztatu jest już czwartą odsłoną serii nie licząc produkcji takich jak Stille Nacht. Ile jeszcze potrwa piekło Wielkiej Wojny w obliczu twoich historii?

MG: Ostatnia część cyklu, w której zostaną spięte, związane, ucięte i rozwiązane wszystkie wątki, będzie miała znamienny tytuł 1933. Jeśli ktoś czeka na kontynuację i wyjaśnienie… Tak, to jest data, którą powinniście zapamiętać.

Powiązane posty

Dodaj komentarz