Nawet geniusz potrafi marzyć – Bokutachi wa Benkyou ga Dekinai

Już jakiś czas zwlekałem z napisaniem kolejnego tekstu z tej serii. Jednak ostatnia prośba sprawiła, że z początkiem roku postanowiłem szybko do tematu wrócić. Przyznam też, iż trochę zaczynała mnie świerzbić ręka. 

Tym razem postanowiłem wybrać z listy pozycję, którą sam chciałem zobaczyć od jakiegoś czasu. Tym samym padło na Bokutachi wa Benkyou ga Dekinai, czy też We Never Learn. Anime, można by rzec, o prostym założeniu. Mamy młodego chłopaka (Nariyuki Yuiga), który zostaje poproszony o pomoc w nauczaniu w zamian za polecenie do jakiejkolwiek szkoły nie chciałby się dostać po egzaminach kończących tok nauczania. Jednak zadanie okazuje się o wiele trudniejsze niż początkowo założył, gdyż pod jego opiekę trafiają intrygujące dziewczyny o zaskakujących pomysłach na przyszłość.

Paleta głównych postaci. Szybka rada: nie oceniać książki po okładce. Są starsze niż może się to wam wydawać.

Nauczyłem się już przy tym gatunku nie wysuwać pochopnych wniosków po przeczytaniu opisu, czy obejrzeniu jak całość prezentuje się z zewnątrz. Jeszcze rok temu powiedziałbym, że całość wygląda jak kolejne romansidło śmierdzące nierealnym haremem jaki najwyraźniej marzy się tak wielu osobom skoro chcą coś takiego oglądać. Szczęśliwie ostatni rok trochę zmienił mój sposób patrzenia zarówno na aminę, czy mangę, jak też samą kulturę Japonii.

Tak szybko polecam zrobić sobie mały wywiad o kraju kwitnącej wiśni przed ruszeniem jakiejkolwiek mangi, czy anime właśnie. A nawet tamtejszych filmów i książek. Czy, tak szczerze, czegokolwiek innego. Tamtejsza kultura oraz spojrzenie na świat diametralnie odbiega od standardów Europejskich, czy narzuconych nam standardów Ameryki Północnej. Warto poznawać świat skoro na nim żyjemy.

Wracając. Serial skupia się na czymś zupełnie innym. Każda z dziewczyn, która trafią pod opiekę naszego protagonisty jest istnym geniuszem z jakiejś dziedziny począwszy od nauk ścisłych, przez japoński aż na sporcie kończąc. Jednocześnie każda z tych dziewczyn chciałaby kontynuować naukę w zupełnie innej sferze. Z reguł w takiej, której w ogólnie, całkowicie nie pojmuje.

Pomimo zwariowanej otoczki zawierającej, a jakże, wszystkie klasyczne aspekty swego rodzaju przekoloryzowania lokalnej codzienności ta produkcja skupia się na rzeczy naprawdę ważnej: na marzeniach. Na uporze w dążeniu do celu, który człowiek ustawił sobie za punkt honoru. W tym pędzie ku przeznaczeniu wszyscy je otaczający próbują zmienić ich zdanie, aby zajęły się tym w czym już są dobre. Wszyscy uważają, że popełniają głupotę gdyż nie idą za głosem rozsądku, czy starszych. Cóż, wszyscy poza naszym protagonistą.

Jest to ciekawa lekcja dla każdego z nas. Nie tyle znaleźć w sobie dość siły, aby walczyć o swoje, lecz także by marzyć oraz pozwolić innym na to samo. Oraz otaczać się odpowiednimi ludźmi.

Konkurs dla par noszenia wybranki niczym księżniczkę. Czemu takich konkursów nie ma w Gdańsku? Ktoś coś?

Przyznam, że produkcja mnie mimo wszystko zaskoczyła. Podejście do całości oglądając każdy z odcinków może wydać się lekko dziecinne, lecz gdy elementy podsumujemy okaże się, iż jest to cholernie dojrzałe. Aż nie dziwię się, że w przeciągu jednego roku powstały aż dwa sezony. Mam nadzieję na kolejne bo bardzo chciałbym zobaczyć jak sprawy potoczą się dalej.

Powiem Wam tak: serial jest bardzo lekki. Uwierzcie mi na słowo kiedy powiem, że z bananem na twarzy obejrzycie go jednym tchem w jeden wieczór. Nawet pomimo faktu, że to aż dwa sezony. Przyjemnie się go ogląda, lecz w tym przypadku o wiele ważniejsze jest to, co się z niego wyciąga. Warto chwilę pomyśleć nad tym i wyciągnąć wnioski.

Gawęda

Powiązane posty

Dodaj komentarz