Moda na nienawidzenie ludzkości

Temat dziwny, kontrowersyjny, niejasny, aczkolwiek ostatnimi czasy wielce popularny. Przeczesując Internet wzdłuż i wszerz, a także wzbogacając swoje grono znajomych o nowych przybyszów często natrafiam na jednostki charakteryzujące się wyjątkowo niezrozumiałą dla mnie postawą. Jest to nienawiść do ludzi, a wręcz do całej ludzkości świata i wszystkiego, czego dokonała na przestrzeni wieków czy niemal całych epok geologicznych (bo nawet przed pojawieniem się pierwszego człowieka, wszystkie czynniki i procesy temu towarzyszące były skażone, złe i ble).

Skąd się to bierze? Jednostki, z którymi prowadziłam niekończące się konwersacje na ten temat wyrażały swoje zdanie jasno – ludzie są potworami i nic nie jest w stanie tego podważyć (a co dopiero zmienić). Świat jest jedną wielką pogonią za bogactwem, a wszyscy ludzie są równie puści i egoistyczni – myślą tylko o swoich potrzebach oraz zanieczyszczają swoją obecnością ten świat (rzecz jasna nie tylko pod względem ekologicznym). Co więcej, mordują niewinne zwierzęta, karierę zapewniają im kontakty, kobiety są gorsze niż mężczyźni, w postrzeganiu człowieka liczy się tylko wygląd, a całą tą machiną życia i śmierci i tak koniec końców rządzą pieniądze. I jaki płynie z tego wniosek? Ludzie nie są istotami wartymi jakiejkolwiek uwagi i większych emocji, dużo wartościowsze są zwierzęta i to one powinny rządzić światem, a myśliciel postrzegający świat w ten sposób, nie widzi sensu życia z powodu tej niesprawiedliwości i chamstwa.

Tylko nawet jeśli wszystkie wyżej wymienione przykłady idealnie odzwierciedlają funkcjonowanie naszego gatunku w XXI wieku, to w takim razie jaki jest sens walki z tym? Oczywiście, że można się dniami i nocami zamartwiać jak to utrzymanka stała się sławna, koledze tatuś załatwił posadę, a inny kolega dostał kosza, bo jest brzydki. Można płakać w poduszkę, jak to jest się pokrzywdzonym a ludzie ogłupiali. Można być zagorzałym przeciwnikiem portali społecznościowych, panujących trendów oraz potęgi pieniędzy i roztkliwiać się nad tym bez końca, nie podejmując przy tym żadnych sensownych działań. Można czuć się największym męczennikiem, który został skazany na blisko 80 lat życia w tej paskudnej rzeczywistości. Jednakże, w całym tym toku myślenia zastanawia mnie jedno.

Jaki to ma cel?

Postrzeganie każdego człowieka przez pryzmat stereotypów i odruchowe kreowanie uprzedzeń wobec ogółu nie wnosi do życia takowej jednostki nic prócz umyślnego pogłębiania swojej samotności. Patrzenie na ludzi z góry jak na konsumpcyjne monstra, bez pasji, bez poglądów, bez przyszłości. Myślenie, że wszyscy są tak samo przekalkowani. Czy aby na pewno izolacja i zamykanie się w klatce swoich ograniczeń jest dobrym sposobem na ucieczkę od rzeczywistości? Rzeczywistości, której nie da się ot tak zmienić i podporządkować swojemu własnemu widzimisię?

Uważam, że nienawiść do innych jest odbiciem nienawiści do siebie. Wedle moich doświadczeń, jednostki postrzegające ludzi jako potworów nienawidzą ich tak samo mocno jak nienawidzą swojego odbicia w lustrze. Wybuchowa kumulacja kompleksów prowadząca do autodestrukcji. Kompleksów, zarówno tych, na które nie ma się wpływu (wygląd, sytuacja majątkowa), jak i tych nabytych podczas przebywania w społeczeństwie (poczucie stylu, popularność, posiadanie partnera). Oprócz tego w większości przypadków dochodziła trudna sytuacja w domu lub po prostu kompletny brak zainteresowania ze strony rodziców. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, ale z drugiej strony czy można to wszystko uznać za odpowiednie usprawiedliwienie?

Wszystko siedzi w naszej głowie. To jak postrzegamy świat, jak postrzegamy jego funkcjonowanie, jak postrzegamy innych ludzi, na postrzeganiu samych siebie kończąc. Wszystkie te złe wizje, przez których pryzmat dokonujemy niepotrzebnych osądów, wyniszczają nas jak trucizna, którą świadomie codziennie pijemy. Pijemy litrami, a później rozpaczamy, że się zadławiliśmy. To my decydujemy o naszym nastawieniu do rzeczywistości i czy będzie ono pozytywne czy negatywne. Bodźce wokół nas nie zmienią się z dnia na dzień (rodzina, ludzie, z którymi chodzimy do klasy, sąsiedzi), natomiast sposób w jaki do nich podchodzimy może jak najbardziej ulec wielkiej (dobrej?) zmianie. Może, a wręcz powinien.

Nienawiść wyniszcza. Wyniszcza psychicznie i fizycznie, nie wnosząc nic sensownego do naszego życia. Pojawia się tylko zgryzota, która odbiera nam chęci do podejmowania jakichkolwiek działań, aby samych siebie uszczęśliwić. Zamiast tego, zakopujemy się w dole bolączki, samodzielnie przez nas wyżłobionym. Odcinamy się od innych, myśląc, że to oni są źródłem naszego braku samoakceptacji i uciekamy od jakichkolwiek interakcji, z góry zakładając, że przyniosą nam jedynie rozczarowanie.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że często tacy toksyczni ludzie zarażają swoją awersją do życia innych. Udowadniają im, jaki ten świat jest potworny i zniechęcają do dobrego nastawienia. Kończy się to zazwyczaj kręgiem wzajemnej adoracji swojej odmienności i jednocześnie kręgiem zbiorowej nienawiści.

Dlaczego nazywam taką postawę modą? Może i jest to pochopne mniemanie, aczkolwiek ostatnimi czasy (wraz z postępem Internetu oraz przeróżnych portali tumblropodobnych) coraz większe grono ludzi zaszywa się w domach i anonimowo zalewa sieć swoim jadem pod postacią depresyjnych obrazków, obłudnych komentarzy (lub całych wywodów) i ogólnych refleksji na temat degradacji współczesnego społeczeństwa. Sama jestem typem myśliciela, który lubi od czasu do czasu pogdybać, jak uczynić ten świat lepszym, jednak zapętlenie się w ponurych myślach (jakie to wszystko jest okrutne i bezsensowne), nikomu jeszcze nie wyszło na dobre.

Świat jest piękny, trzeba tylko umieć to dostrzec. Każdy ma w sobie iskierkę dobra, jak i kropelkę zwyrodnienia. Dwa przeciwstawne sobie aspekty rozporządzające, dla których ludzi jesteśmy uprzejmi, a których unikamy. Niełatwo jest być nieskazitelnym wielbicielem ludzkości, który wszystkich traktuje równo i wszystkich równie uwielbia – dlatego kluczem do sukcesu jest dobranie takiego grona osób, które będzie spełniać wszystkie nasze kryteria towarzyskie i sprawi, że będziemy patrzeć na ludzi z podziwem, a nie ze wstrętem. I nie ma sensu zamartwiać się wrogim światopoglądem odosobnionych jednostek.

To, że w czyimś ogródku kwiatki nie rosną, nie znaczy, że powinniśmy wyrywać swoje.

Powiązane posty

Dodaj komentarz