Młody Byron – knajpa buntowników?

Młody Byron – skromny lokal ukryty w cieniu neonowego Manhattanu, połączony węzłem małżeńskim z galerią sztuki. Synteza nad wyraz przemyślana, pozwalająca nacieszyć oczy i zmysły wyjątkową wystawą artystyczną, by następnie móc udać się na spoczynek przy dobrym trunku i rozmyślać w spokoju nad doznanymi wrażeniami. Ewentualnie podzielić się nimi z innymi.

Choć klubokawiarnia nie szczyci się pokaźnym rozmiarem i przepychem menu, to bez dwóch zdań jej atmosfera jest jedyna w swoim rodzaju. Zasiadłszy przy małym stoliku z grupką znajomych, stopniowo wsiąka się w świat londyńskiego poety. Liczne obrazy oraz palące się na stolikach świece, emanując ciepłem umacniają zadumę i umożliwiają na kilka godzin odpłynąć od trosk życia codziennego, z którymi trzeba będzie się zmagać, gdy weekend nieuchronnie dobiegnie końca. Migocący bezwiednie, stary telewizor, choć sprawia wrażenie zepsutego, obecny jest wśród gości przez cały wieczór i na pozór schowany wśród innych bibelotów, bacznie słucha i obserwuje przebieg inspirujących spotkań… a może nawet rejestruje w morfogenetycznej kronice Akaszy? Lepiej uważać.

Charakterystyczną cechą lokalu są również dwa duże lustra, przytulone ciepło do ściany, odbijające całe pomieszczenie i twarze przybyłych, ich finezyjne fryzury oraz blask ognia w lampionach. Wnętrze tonie w czerni, bieli i zieleni, z akcentem drewnianego podłoża i ozdób wiklinowych. Wystrój rodem z oświeceniowo-klasycystycznych kafejek.

Wprawdzie sam Byron stał się legendą jeszcze za życia, a jego burzliwa biografia nie umyka nawet świeżym literackim entuzjastom, jednak atmosfera lokalu wydaje się być nad wyraz spokojna. Nie czuć w niej intryg i zdrad środowisk lordowskich. Z nalewaka nie płyną łzy zranionych szlachcianek, a smaczne piwo (ku rozluźnieniu umysłu). W powietrzu nie wisi fatum okultystycznych zabaw i frywolnych igraszek. Duch tego miejsca jest raczej skromny z cichą nutą elegancji. Zwiewne, czerwone i granatowe suknie wirują beztrosko z sofy do baru, z baru do okna, z okna do drzwi, a za drzwiami czeka je wdzięczna przestrzeń, w której, w towarzystwie innych szykownych ludzi, ich właścicielki mogą zapalić sobie papierosa czy dwa. Stojak na ubrania usiany jest kapeluszami, a ich właściciele siedzą odprężeni przy ścianie z nader zamyśloną miną. Otuleni gustownymi marynarkami i długimi krawatami, rozglądają się to tu to tam, szukając ciekawego punktu, na którym mogą zawiesić wzrok.

  Opuszczając to miejsce, czuje się niedosyt i przesyt zarazem. Z jednej strony nastrój tej knajpy został w pełni wyczerpany, z drugiej, jeszcze wiele rozmów pozostało w nim niedokończonych lub nierozpoczętych. W każdym razie,lokal jest w stu procentach wart odwiedzenia i polecany szczególnie wrażliwym duszom oraz głodnym natchnienia artystom.

Powiązane posty

1 komentarz na temat “Młody Byron – knajpa buntowników?”

  1. Ula napisał:

    Cudny metaforyczny styl i świetne podejście do opisu 😉

Dodaj komentarz