Listy do samego siebie – Lekcja z filozofii (cz. 2)

Listy do samego siebie – Lekcja z filozofii (cz. 2)

Przedstawiamy kontynuację tekstu z ostatniej publikacji. Zachęcony ciepłym odzewem warsztat ponownie pracuje na pełnych obrotach!

Zapraszamy do lektury!

Wzruszyłem ramionami znowu zaczynając mówić. Kolejne nazwiska wypuściłem z ust bez namysłu, ale przekonany, że mam choć trochę racji.

-Andrzej Pilipiuk, Jacek Kaczmarski, czy także Władimir Wysocki, ale on akurat to z Rosji.

-Słucham? Kaczmarski? – nie wiem czemu, lecz jego oczy zmieniły się w pięciozłotówki – Pozostałych mniej lub bardziej rozumiem, ale czemu on?

-Był nazywany bardem Solidarności – sparodiowałem poirytowanie. – Osobiście uważam go za mentora, gdyż to jego teksty przekonały mnie oraz inspirowały, aby samemu tworzyć. Jedynie nie gram na gitarze, tylko raczej ludziom na nerwach. Niestety nigdy osobiście go nie poznałem, ale mam podpisaną przez niego książkę z wszystkimi tekstami. Bratu za malucha udało się go spotkać. Ja tylko nad grobem byłem.

Prowadzący spojrzał na resztę.

-Tu macie przykład człowieka wyciągającego wnioski – komplement nieznacznie poprawił mi humor, ale nie przekonał ani nie obudził. – Kolega ma rację. Tak po prawdzie to wielu z dziś żyjących oraz z tych, co byli przed nami możemy określić mianem filozofa. Przykłady są o wiele bardziej oczywiste, niż się nam wydaje. Byli oni… – Zrobił pauzę zbierając myśli.

Robił to na tyle często, że przywarło do niego przezwisko „Reset”, jakiego na naszym kierunku używała sporawa grupa bywalców. Ja do nich nie należałem, jednak muszę przyznać- trafiała ona w sedno.

Kiedy wykonywał taką pauzę skarżył się, że mówienie i myślenie w tym samym momencie jest strasznie trudne. Przy każdej przerwie (a potrafił milczeć długo) mogłeś nawet krzyknąć czy wstać z miejsca i wyjść z pomieszczenia. Nikt tego nie robił, ale najpewniej on nic by nie zauważył. Można jednak tylko przypuszczać.

-Byli oni w dużej mierze skupieni na zastanawianiu się oraz omawianiu generalnie wszystkiego. To tak, jak określa się filozofię jako całość: jest to nauka o myśleniu. Zadajemy pytania: Dlaczego? Jak? Czemu? I dochodzimy do jakichś wniosków. Mniej lub bardziej konkretnych. Czy dojdziemy? Nie wiadomo.

-Czemu tak jest, panie doktorze? – poszło z sali – Po co to w ogóle komu?

-Odpowiadając na zadane pytanie dajmy coś na przykład – doktor podszedł do okna wyglądając za szybę. – Zobaczcie. Kampus UG w tej naszej zielonej Oliwie. Wyobraźcie sobie, że budynku Wydziału Nauk Społecznych jeszcze nie ma, jednak ma zostać zbudowany. Na waszym progu pojawia się grupa brodatych, może i dla zaostrzenia nieumytych, śmierdzących mężczyzn. Jest ich tak z tuzin przynajmniej. Każdy deklaruje się mianem filozofa oraz chce pracować na wydziale. Przyjmiecie ich?

Powróciły szmery.

-Ale jak to? Żuli?

-A no tak – doktor spojrzał na nowego rozmówcę. – W dzisiejszych czasach można by tak ów wizerunek określić. Takiego stereotypowego żula.

-Wątpię by ktokolwiek przyjąłby kogoś takiego – włączyła się do rozmowy koleżanka po mojej prawej.

Prowadzący stanął przy naszej ławce przyglądając się jej. Był lekko pochylony. Wydawało się, że zaraz się przewróci i upadnie na mebel. Twarz bez wyrazu po prostu zwrócona była w stronę koleżanki dając dwuznaczne wrażenie.

Po dłuższej chwili milczenia doktor wystrzelił ponownie. Tym razem znalazł się mniej więcej na środku pomieszczenia. Przysiadł na jednej z ławek mówiąc:

-Ilu było filozofów na świecie?

Cisza.

-Dobrze, inaczej: ilu filozofów jest znanych światu tu i ówdzie?

-Z tymi starożytnymi? – koleżanka ponownie się odezwała – Wszystkimi?

-Tak – kiwnął głową. – Ilu?

-Ciężko tak powiedzieć – rzuciłem. – Trzeba by poszperać i sprawdzić. Nie ma innej rady.

Odpowiedź zdawała się go satysfakcjonować, ale nie na tyle, by ruszył choć jednym mięśniem twarzy. Można było przypuszczać, że nawet nie oddycha.

Odezwa nie wyczerpała tematu.

-Prawda – odezwał się w końcu. – Osobiście powiem wam, że sam nie wiem. Ale powiem wam dlaczego w ogóle zapytałem samemu nie znając odpowiedzi. A to łatwizna nawet na wasze proste pojmowanie. Nie musicie nawet sięgać po telefony.

Koleżanka po mojej prawej fuknęła oburzona. No cóż, doktor potrafił czasem po nas pojechać, a tekst o tym, że cały świat uzależnił się od technologii był generalnie zawsze. Dało się przywyknąć.

-Musicie zrozumieć, że uważających się za filozofów, czy w ogóle ludzi po studiach filozoficznych, było wiele i będzie jeszcze więcej – kontynuował nie zwracając uwagi na reakcję gawiedzi. – Nie mamy pewności, czy wśród tych żuli, jak tutaj kolega naszych brodaczy określił, nie znajdzie się jeden z tych, co choć trochę zmieni świat. Życie jest tak zbudowane, że nie przewidzimy, jaka droga nas czeka, ale wybieramy ją SAMI. Nie wiadomo, czy powiedzie się państwu skończyć te studia. Nie wiadomo, czy ja doczekam się habilitacji. Możemy także zaufać ślepemu losowi mając tylko nadzieję oraz wiarę, iż choć jeden z tego tuzina stanie się kimś wielkim. Albo przynajmniej, że ktoś z jego kuźni przekroczy niepojęte dla nas dzisiaj granice.

Cisza była inna niż jakakolwiek wcześniej. Obudzili się nawet ci, którzy przyszli tu tylko, by podpisać się na liście obecności. Usiadłem bokiem na krześle, by być w pełni przodem do doktora. Nie kryłem podziwu, jak i reszta sali. Byliśmy prawdziwie wstrząśnięci, niezmieszani.

Doktor ponownie zlustrował wszystkich, po czym spojrzał na zegarek na nadgarstku. Westchnął mówiąc:

-No dobrze, na dzisiaj to koniec. Widzimy się za tydzień. Podeślę wam na dniach teksty do przeczytania na następne zajęcia z nadzieją, że przynajmniej do nich zajrzycie.

Ludzie dopiero po chwili zaczęli się pakować. Dźwięk rozpinanych suwaków, brzdęknięcia odpinanych oraz zapinanych guzików. Potem wszyscy wyszli w niespotykanym jak dotąd milczeniu.

Doktor zatrzymał mnie przy drzwiach.

-Pana godność?

Zbaraniałem momentalnie.

-Mariusz Krzemieniecki, panie doktorze.

-Pan przede wszystkim przeczyta ten tekst – stwierdził śmiertelnie poważnie. – Ciekaw jestem, co z pana wyrośnie.

Myślałem o tym całą drogę do domu odjeżdżając spod kampusu Oliwa tramwajem. Na jednej ze ścian wisiał plakat z kodami QR podpisanych tytułem darmowej książki oraz imieniem jej autora. Przynajmniej trzy pozycje nosiły to samo nazwisko.

Günter Grass

 

Powiązane posty

1 komentarz na temat “Listy do samego siebie – Lekcja z filozofii (cz. 2)”

  1. Pingback: Listy do samego siebie – Lekcja z filozofii (P16) – Kącik Gawędy
  2. Trackback: Listy do samego siebie – Lekcja z filozofii (P16) – Kącik Gawędy

Dodaj komentarz