Opera Lwowska, czyli kunszt, przepych i precyzja

Kunszt, przepych i precyzja, czyli Opera Lwowska

Lwowska reminiscencja

Ilekroć odwiedzam Lwów, mam wrażenie, że nie sposób jest przejść obojętnie obok Opery Lwowskiej, która dumnie prezentuje się przy końcu bulwarowej części prospektu Swobody. Niektórzy poświęcają jej kilka głębszych, uważnych spojrzeń, robią parę zdjęć, a ci, co mają więcej czasu, decydują się również na zwiedzanie i późniejsze uczestnictwo w spektaklu. Jedno natomiast jest pewne – kunszt, precyzja i olśniewający przepych zachwycają turystów z całego świata już od 4 października 1900 roku, kiedy to odbyło się uroczyste otwarcie teatru przy udziale Henryka Sienkiewicza, Ignacego Paderewskiego, Henryka Siemiradzkiego i innych honorowych gości. Po otwarciu teatru prasa lwowska pisała: wznieśliśmy twierdzę, która ma być po wieczne czasy nie tylko świadkiem wymownym naszej miłości i szacunku dla sztuki, ale także jednym z ognisk polskiej oświaty („Dziennik Polski”, 4 październik 1900).

Architektoniczna innowacja

Lwowski Narodowy Akademicki Teatr Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej zaprojektowany został przez profesora Zygmunta Gorgolewskiego, dyrektora lwowskiej Szkoły Przemysłowej. Wygrał on w konkursie projektowym zorganizowanym przez magistrat lwowski. Co ciekawe pan Gorgolewski pokonał Jana Zawiejskiego – autora Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, ponieważ jego projekt uznano za zbyt podobny do teatru w Krakowie z 1893 roku, zbyt drobiazgowy i posiadający „niekorzystną sylwetkę zewnętrzną”. Autor zmarł trzy lata po ukończeniu dzieła swojego życia i pochowany został na Cmentarzu Łyczakowskim – miejscu bardzo ważnym dla Polaków; notabene, obok jego grobowca spoczęła siedem lat później Maria Konopnicka.


W teatrze zastosowano najnowocześniejsze wówczas rozwiązania technologiczne. Budynek posiadał centralne ogrzewanie, elektryczne oświetlenie, system betonowych fundamentów oraz nowatorski system wentylacji pozwalający na błyskawiczną wymianę powietrza. Nowinką była również hydrauliczna maszyneria sceny. Okolice wejścia oraz otoczenie Teatru Wielkiego zostały wyasfaltowane, by umożliwiały łatwy dojazd pod budynek i zapewnienie komfortu.

Ornamenty

Osobnego komentarza wymagają piękne zdobienia budynku, które czynią go prawdziwym przykładem kunsztu i twórczej pracy wielu wspaniałych artystów. Wszechobecne dekoracje malarskie i rzeźbiarskie nawiązujące do sztuki teatralnej pozwalają zobaczyć dawną świetność miasta, które odwiedzane było przez wiele elit tamtych czasów. Wyróżniającymi się zdobieniami gmachu Teatru Wielkiego są muzy: komedii Talia, tragedii Melpomene, poezji chóralnej Polihymnia oraz poezji miłosnej Erato. Wnętrza zdobiły wyłącznie dzieła sztuki przedstawiające słynnych Polaków. Ustawiono popiersia trzech wieszczów – Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego oraz Jana Kochanowskiego. Obecnie miejsca polskich artystów zajęli twórcy wschodni. Pozostało jedynie popiersie Adama Mickiewicza.

Zdobiona kurtyna Teatru Wielkiego – podobnie jak kurtyna teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, to dzieło wybitnego polskiego malarza Henryka Siemiradzkiego, mieszkającego wówczas w Rzymie. Dzieło „Parnas” zostało wykonane w latach 1899-1900. Pierwszemu opuszczeniu kurtyny towarzyszyła owacja zebranych widzów, choć pojawiła się również krytyka zarzucająca jej wtórność względem kurtyny krakowskiej. Trudno jednak w takiej sytuacji nie doszukać się podobieństw, skoro twórcą obu z nich była ta sama osoba. W centrum płótna znajduje się ołtarz Apollina z przedstawiającą go płaskorzeźbą, na której powozi czwórką rumaków zaprzężonych do rydwanu, dzierżąc w lewej dłoni płonącą pochodnię. Poniżej, nad ogniem ofiarnym, siedzi na trójnogu jego kapłanka – wróżbitka Pytia. Otaczają ją: z lewej strony skrzydlaty Geniusz, z prawej bogini sprawiedliwości Temida z wagą, ale bez przepaski na oczach. Zanim kurtyna dotarła do Lwowa prezentowano ją w Rzymie i w warszawskiej Zachęcie.


Lwowski Narodowy Akademicki Teatr Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej zachwyca i wciąż wzbudza podziw – bez różnicy, czy widzi się go pierwszy, piąty, czy dziesiąty raz. Szkoda tylko, że część turystów działająca w wakacyjnym amoku zapomina, że na spektakl do świątyni sztuki nie wchodzi się w klapkach pod prysznic i bluzie z kapturem.

Źródła: zbiory własne, Piotr Marek Stański  ”Lwowska kurtyna Siemiradzkiego”, Kawiarniany.pl

 

 

Powiązane posty

Dodaj komentarz