„Konkurs Jednego Wiersza” – czyli XV Połowy Poetyckie w Cafe Strych

W piątek 18 listopada miało miejsce jedno z najważniejszych wydarzeń w sferze trójmiejskiej poezji – „Konkurs jednego wiersza” XV Połowów Poetyckich zorganizowanych w Przystani Poetyckiej Strych. Wszyscy anonimowi twórcy wypełźli z ram własnej nieśmiałości oraz wyciągnęli z szuflady swoje najlepsze dzieła i z podniesioną głową przybyli tłumnie na spotkanie. Tak pokaźnego zgromadzenia natchnionych debiutantów nie było dotychczas nigdzie indziej!

  15032128_742052479277142_1639733868005565535_n  Reprezentacją UG na tymże spotkaniu, okazało się być nieoficjalne acz aktywne Koło Pisarskie, które, usiadłszy razem przy okrągłym stole, beztrosko oddało się podniosłej atmosferze oraz artystycznym łaskotkom (towarzyszącym im od początku do końca), słuchając przy tym pilnie deklamowanych poematów.

Wieczór poetycki otworzyła skromnie Małgorzata Lebda, udzielając krótkiego wywiadu na temat swojej twórczości oraz czytając poszczególne fragmenty ze swojego świeżo wydanego tomiku „Matecznik”. Jak żartobliwie zauważył jeden z organizatorów, tomik w praktyce powinien nazywać się „Ojcownik” gdyż, jak można się domyślić, motywem przewodnim większości utworów był uprzednio wspomniany tata. Prócz tego tematyka obracała się wokół pszczół, rodziny, natłoku śmierci i smutku w akompaniamencie z drzazgami i krwią. Całość niepodważalnie wprowadzała w nastrój melancholii i swoistej nostalgii, aczkolwiek jako przedsmak nadchodzącego burzliwego wydarzenia, był on jak najbardziej na miejscu.

Następnie rozpoczął się długo wyczekiwany „Konkurs jednego wiersza”. Zapaleni entuzjaści, rzucili się niczym lwy na karty uczestnictwa i wpisywali triumfalnie swoje imię i nazwisko, aż dym się unosił od gorejących w podnieceniu długopisów. Chętnych było naprawdę wielu, dlatego po chwili priorytetowym stało się odnalezienie własnego kącika i zaszycie się w nim na najbliższe dwie, błogie godziny.

14238085_1233215516688650_9033906446302585641_nKoncepcje widzenia świata były rozmaite. Utwory różne różniste od epopei pokroju Homera po dwa wersy. Jedna, wielka mieszanka wybuchowa zarówno starszych motywów (w dużej mierze) jak i tych nowych – postępowych. Zawzięta walka na słowa, wizje i metafory. Choć konkurencja była ogromna, ogólny nastrój, panujący w tymże niezwykłym miejscu, utrzymywał się w atmosferze śmiechu, swobody i pogody ducha.

Wszystkie pomysły były niezwykle błyskotliwe, jednakże, tak jak wyżej zaznaczyłam, jedno można było zauważyć gołym okiem– zdecydowaną dominację archaicznej formy i poruszanych wątków. W prezentowanych wierszach niezbicie górowała melancholia, śmierć, miłość, utracone nadzieje, nieszczęśliwe dzieciństwo. Czyżby i po tylu stuleciach ludzie nawet po dziś dzień z natury byli smutni? Płynące statki na falach niepokoju, zaciśnięte dłonie kochanków, ogrody różane, kubki z kawą, litry krwi i łez… Płynęło to z ust zarówno sędziwych piewców erotyki jak i młodocianych fatalistów. Nic więc dziwnego, że gdy na trybunie wywindowało kontrowersyjne wierszydło, nacechowane przekleństwami (i szeroko pojętym ciętym językiem), poruszające zarówno aktualne napięcia (np. aborcja) jak i kwestie na pozór nieistotne lub niestosowne, wywołało ono wielkie osłupienie, a chwilę po tym, szaloną mieszankę głośnych oklasków, wiwatów jak i dąsów oraz wyraźnego oburzenia. Mimo, że wiersze tego rodzaju występowały nadzwyczaj epizodyczne, wywoływały one nieposkromione fale emocji (najbardziej zresztą pożądane w kwestii szeroko pojętej sztuki), które jak się można było spodziewać, zagwarantowały im miejsce na podium.


Choć odwieczny, światopoglądowy konflikt, pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami estetyzowania, zaostrzył się na tym wieczorze do granic możliwości, jury sprawiedliwie doceniło i uhonorowało dzieła zarówno reprezentantów jednego jak i drugiego nurtu. Nie zauważono słyszalnych głosów sprzeciwu, a raczej westchnienia uznania oraz aplauz szczerych gratulacji.

W okolicach 23.00 wszyscy stopniowo rozchodzili się do domów – enigmatyczni introwertycy jak i grupy świeżo poznanych znajomych. Jedni wybornie spędzili czas, inni zaś posmutnieli po konfrontacji z porażką. Tak więc jako klarowne podsumowanie zarówno tego wieczoru, jak i ogółu obecnego życia poetyckiego, pozwolę sobie przytoczyć cytat Elberta Hubbarda:

„Pracuj, aby się stawać, nie aby zdobywać”

15193479_1249583771731494_4915459179189149631_n

 

15181130_1248427891847082_5815544007653842460_n

 

15134634_1248427618513776_882222888693799705_n

 

Powiązane posty

Dodaj komentarz