Efekt aureoli czy też klątwa czarnego psa

Klątwa czarnego psa

Najważniejszym aspektem, dającym mi możliwość uwierzytelnienia mojego stanowiska, jest definicja klątwy. Według jednych jest to nienawistne fatum, które zawisło nad czyjąś głową i nie ma żadnej możliwości, aby je kiedykolwiek odpędzić. Przyciąga ono nieszczęścia oraz kieruje ich życiem tak, aby było ono jak najcięższe tudzież kompletnie nie do zniesienia. Wszystko takim ludziom się nie udaje, a ich marzenia wymykają im się z rąk i przesypują przez palce jak drobinki złocistego piasku (tak, aby mogli na nie po raz ostatni popatrzeć, ale nie mieli możliwości ich spełnienia). Według innych klątwą, jak i jej przyczyną, jest rozbite lustro, czarny kot czy też złowroga drabina. Jeszcze inni twierdzą, że są po prostu pechowi od urodzenia i pisane im jest być do końca życia nieszczęśliwymi. Kolejna grupa ludzi stosuje magiczne amulety, wstążeczki i szczęśliwe słoniki, licząc, że w ten sposób uchronią się przed złą aurą i innymi mistycznymi paskudztwami, czyhającymi na nich na każdym kroku.

Jednakże, w tym felietonie nie zajmiemy się drobiazgową interpretacją pojęcia „klątwy”, natomiast spojrzymy na nią trochę w inny sposób. Klątwę potraktujemy jako swego rodzaju tendencję –  jako coś, co podświadomie przeświadcza nas o pewnych zależnościach pomiędzy dwoma czynnikami. Nie będzie ona pełniła roli przekleństwa, a raczej nie do końca trafnego ukierunkowywania naszych oczu i myśli przeciwko czemuś, co w praktyce na to nie zasługuje.

 

Najlepszym przykładem funkcjonowania „nowej klątwy”, jest tytułowa „klątwa czarnego psa”. Dla dokładniejszego zobrazowania sytuacji, wykorzystam życiowe doświadczenie z mojego otoczenia. Jest to historia czarnego labradora oraz białego amstaffa.

Właścicielka labradora kocha go między innymi za to, że jest wiernym, potulnym, ugodowym psem. Nie wierzga na smyczy, nie jazgocze bezcelowo podczas jej upojnych drzemek oraz nie atakuje innych psów (a tym bardziej ludzi). Jedyną jego wadą jest brak świadomości swoich ogromnych rozmiarów. Do teraz beztrosko wciska się w zakamarki, które były jego ulubionymi kryjówkami z czasów szczenięcych. Mimo, że zamiera w nich w bezruchu, a jego cielsko wylewa się z każdej strony, czuje się wtedy szczęśliwy. Podobnie w kwestii zabawek, im mniejsza i bardziej skoczna, tym więcej frajdy. Jednakże podczas dziennych spacerów (nawet tych najniewinniejszych dookoła bloku) ludzie patrzą na niego z niechęcią. Omijają szerokim łukiem, patrzą się rozwartymi oczyma (by w ewentualnej sytuacji niebezpiecznej móc odpowiednio szybko zareagować) i emanują nerwową energią. Niejednokrotnie właścicielka słyszała komentarze w stylu: „a gdzie kaganiec dla tej bestii?!”, „pozwala go pani spuszczać ze smyczy?!”, „niech pani z nim uważa, tu są dzieci!!”. Raniło to niezmiernie uczucia właścicielki, kiedy jej posłuszny puszek kłębuszek, mieszany był z błotem przez swój „groźny” wygląd (a mówiąc dokładniej przez swoje czarne umaszczenie, bo pyszczek był zazwyczaj wesoły).

Sytuacja przedstawia się zasadniczo odwrotnie w przypadku białego amstaffa. Jego właściciel jest solidnym okazem mężczyzny, który od lat dziecięcych obcował z groźnymi psami, dzięki czemu opanował umiejętności poskramiania tych stworów do perfekcji. Jedyną wadą takiej spartańskiej tresury jest fakt, że jego biały, jednogłowy cerber nie słuchał nikogo innego oprócz niego samego. Dopóki właściciel jako pierwszy nie okazał pozytywnych bodźców w stosunku do danego człowieka (lub zwierzęcia), jego biały drań traktował tę osobę jako cel do rozszarpania. Także kaganiec obowiązkowy. Mimo to ludzie nie czuli się w jego towarzystwie nieswojo. Na spacerach nikt nie zakłócał ich spokoju, a dzieci jakby nigdy nic podbiegały pogłaskać psa. Nawet złowrogi warkot ostrzegawczy nie przekonywał ich do pozostawienia „cnotliwego” psa w spokoju. Właściciel za każdym razem miał sporo zachodu z powodu niekończącego się odganiania ciekawskich dzieci i ich drobnych rączek, które byłyby dla jego psa idealną przekąską. Nawet apele do rodziców, że „ten pies jest bardzo agresywny” nie przemawiały do nich wystarczająco jasno. Nie były to dla niego przyjemne doświadczenia, gdyż jak wiadomo, pies bojowy z krwi i kości nie przepada za tarmoszeniem i nadmiernym dotykaniem (wskutek czego niejednokrotnie reagował wybuchowo, co prowadziło do niechcianych komplikacji).

Skąd się takie zjawisko bierze? Zjawisko automatycznej segregacji na to, co dobre i na to, co złe, poparte jedynie swoimi pierwszymi odczuciami odnośnie danej rzeczy. Czy to, co czarne, z góry ma przypiętą łatkę czegoś niemoralnie złego? Najprawdopodobniej ludźmi kieruje ich naturalny instynkt kontrastów, który po cichutku podpowiada, że im ciemniejsze tym niegodziwcze. W końcu, wszystkie morderstwa, apokalipsy i duchy mają miejsce w nocy. Czerń jest w naszej kulturze kolorem z jednoznacznym wydźwiękiem negatywnym. Kojarzy się ze śmiercią, grzechem i zniszczeniem. Niedziwne więc, że osoba ubrana całkowicie na czarno, mieszkająca w czarnej przestrzeni albo lubująca się w czarnych elementach na pierwszy rzut oka raczej postrzegana jest jako ktoś przygnębiony, wyrodny, w depresyjnym nastroju niżeli jako osoba z zapałem do życia i pozytywną postawą. Zaś z drugiej strony, niewyobrażalnym jest, aby jaskrawo wystrojonyosobnik miewał coś takiego jak zły humor, kiedy, jak wiadomo, w praktyce może to działać wprost przeciwnie.

Biel postrzegana jest jako kolor czystości, dobra i niewinności. Białe były anielskie szaty i skrzydła, biała była krew greckich bogów, biały miał być żagiel zwiastujący zwycięstwo i ocalenie, białe były halki najcnotliwszych dziewcząt literackich… Oczywiście plątały się gdzieś w kulturze motywy, utożsamiające biel z czymś negatywnym, aczkolwiek zdecydowana większość wróżyła triumf, boskość i niekończącą szczęśliwość.

 

Na szczęście, lekarstwem na tę grę pozorów jest coś takiego jak (prócz rzecz jasna zdrowego rozsądku) „wnętrze”. Wnętrze, zarówno jako osobowość człowieka, jak i drugie dno w na przykład jakimś dziele sztuki. Wnętrze i zewnętrze, oba te czynniki mogą się zarówno wykluczać, jak i iść w parze. Nie ma między nimi zależności definiujących ich prawdziwą istotę. Także należy mieć oczy i uszy szeroko otwarte, aby odpowiednio odeprzeć atak pierwszego wrażenia i przypadkiem nie ominąć czegoś naprawdę wartościowego, przykrytego (czarnym?) całunem złudzenia. Warto najpierw dokładnie poznać drugie oblicze danej rzeczy zanim dokona się ostatecznego osądu. Przydatna zdolność, chroniąca nas przed ubliżeniem niewinnej osobie lub w przypadku psów, niechcianą amputacją ręki.

Gdyby świat nie był skomplikowany i można by było czytać z niego jak z otwartej księgi, nie byłby tak intrygująco niezrozumiały, a zarazem fascynujący. Wiele perspektyw naszego życia jest tylko zgrabną iluzją. Kluczem jest, aby nie pozwolić swoim naiwnym zmysłom tak łatwo jej ulegać.

 

Powiązane posty

Dodaj komentarz