Jak utrudnić sobie życie na kilka prostych sposobów – Gamers!

W szerokim świecie utarła się jedna twarz typowego gracza. Nerd bez życia i przyjaciół spędzający całe dnie przed ekranem jednej, tej samej gierki. Mocno agresywny jeśli coś mu nie idzie, znający lepiej C++ niż swój ojczysty język w tym jednocześnie nie potrafiąc rozmawiać właściwie z wszystkimi. Ten obraz był zawsze szkodliwy, nużący, czy najzwyczajniej nieprawdziwy. Jak to mówią „w każdym stadzie jest ta jedna czarna owca, która na zawsze zepsuje wizerunek stada”.

Sam jestem graczem. Lubię grać. Odpręża mnie to i relaksuje, gdy w pojedynkę mogę zanurzyć się w historii przedstawionej przez twórców. Jednak, proszę, zrozumcie, że mój dzisiejszy tekst nie jest o tym, aby na siłę poprawiać ten obraz. Kijem rzeki nie zawrócę. Do zrozumienia gier świat zwyczajnie musi kiedyś dorosnąć.

„Okładka” anime. Już właściwie z niej można wywnioskować, że łatwo nie będzie.

Kontynuując dla was serię o produkcjach anime trafiłem na dziwną pozycję wręcz krzyczącą z listy abym ją w końcu ruszył. Gamers! to serial studia Pine Jam z licencją Funimation, który na rynku zadebiutował latem 2017. O czym jest? Czytając opisy, opinie bądź inne źródła wywnioskować można kolejną, nic nie wnoszącą szkolną dramę z dialogami, co nigdy obok humoru nawet nie stały. Jest, jednak, ciut inaczej.

Lądujemy wszak w środowisku nerdów, geeków, czy tak zwanych nolife’ów znaczy w środowisku, z którym miałem styczność prawie całe życie. W pewnej japońskiej szkole (bo niby jak inaczej) zostaje odbudowany klub gier wideo. Prowadzony przez szkolną idolkę Karen Tendou skupia w swoich szeregach jednostki specyficzne, które grają nie tylko dla samej frajdy.

Oczywiście schody zaczynają się, kiedy całość trzeba zalegalizować w strukturze szkolnej.

Karen szukając kolejnych członków trafia na naszego głównego bohatera – Keita Amano, którego – przyznam się – nie darzę choćby minimalną dozą sympatii. Jednak nie z powodów, jakie pewnie założyliście.

Serial jest zbudowany w klasycznej dwunastoodocinkowej kanwie jakie ogół anime ma w swoim zwyczaju (z reguły jest 12 albo 13). Tymczasem oglądając tę produkcję z każdym kolejnym epizodem moje zrozumienie dla tego wszystkiego było coraz mniejsze. Pomimo, że od samego początku ciąg zdarzeń jest obrazowany czysto i wyraźne. Błyskawicznie mnoży nam się liczba postaci, które wpływają na obrót spraw, a podejście każdej jednej na kolejne fale wydarzeń jest tak skrajnie głupie, że jest to aż intrygujące.

Mówię wam jakby zgadali się na napisanie podręcznika o tym jak skomplikować sobie życie wyszłaby niezła cegła. Może nawet bestseller.

Jedna z wielu prób Karen. Trochę żal mi tej dziewczyny.

Główna linia frontu to stosunek między Karen, a Keitą gdzie ona marzy o nim w dosłownie każdej chwili, a on boi się jej jak ognia. Nawet bezcelowo odpycha ją, dając jej właściwie kilkukrotnie bolesnego kosza. Ona jednak twardo trzyma się swojego. Trochę jak irracjonalna miłość Sakury z Naruto (kto oglądał ten szybko zrozumie).  Ale oczywiście jest więcej, gdyż w osobach Chiaki Hoshinomori, Tasuku Uehara oraz Aguri (należących do paczki głównych bohaterów) świat zarówno klubu jak i każdej postaci z osobna niepotrzebnie się pogarsza.

Miałem gigantyczne problemy z przebiciem się z logicznym myśleniem przez pierwsze dwa odcinki ale potem było tylko gorzej. Serio. Ostatecznie, jak człowiek oleje trzeźwe podejście do sprawy i przestanie myśleć o wszystkim racjonalnie zauważa coś czego nie widział wcześniej.

Widzi, cholera, własne odbicie w lustrze.

Status związku? Cóż, powiedzmy, że to skomplikowane.

Tutaj chylę czoło przed twórcami choć z ich prawdziwej pracy zdałem sobie sprawę dopiero, gdy przestałem skupiać się na negatywach. Ich serial; ich anime idealnie obrazuje zarówno wyżej wymieniony stereotyp, jak też zwykły nastoletni mętlik. Taki, który myślę każdy z nas choć raz przeżył. W trudnej grze jaką jest dojrzewanie podobne poronione historie mają miejsce, co chwila i NIC racjonalnego ich nie wytłumaczy. Błędy młodości będą błędami młodości. Od tego nie da się uciec. A nasza zagubiona grupka z Karen na czele? To dobry obraz nas i naszych głupstw niezależnie od kąta z jakiego będziemy patrzeć.

Dziś całość może wydać się głupia, lecz jak człowiek spojrzy na całość czysto ludzkim okiem zobaczy grupkę nastolatków zagubionych w swoich własnych uczuciach, uprzedzeniach oraz lękach. Dlatego też polecam zobaczyć całość na własne oczy. Mogę się założyć, że podobnie jak mi na początku ktoś z was będzie miał ochotę najzwyczajniej całość wyłączyć i zająć się czymś innym. Niemniej dopiero, gdy przestaniecie na to patrzeć logicznie nagle zobaczycie, że to po prostu nastolatkowie równie zagubieni jak kiedyś każdy z nas, a nawet niektórzy jeszcze teraz.

Osobiście dam 6/10. Nie jest to produkcja, do której z przyjemnością wrócę, gdy będzie mi się nudziło. To nie jedna z tych pozycji. Jednak z chęcią ją polecę abyście sami się przekonali, o czym mówię oraz napisali mi, co sądzicie.

Pozdrawiam!

Gawęda

Powiązane posty

Dodaj komentarz