Kolacja wigilijna. Jak przetrwać i nie zwariować?

Jak przetrwać kolację wigilijną i nie zwariować

Okres świąt Bożego Narodzenia to czas niewątpliwie magiczny i wyjątkowy. Jednak czy aby na pewno jest pozbawiony negatywnych emocji? W szale zakupów, pogonią za „dopięciem wszystkiego na ostatni guzik”, wśród supermarketowych tłumów,
z nieubłaganym deadline’em, bo Wigilii niestety nie przesuniemy, niezależnie od natłoku obowiązków… Jak odnaleźć się w tym świątecznym chaosie i rozkochać się w świętach?

Co prawda nie przeprowadzałam wywiadu społecznego na szeroką skalę, ale z wielu opowieści moich znajomych oraz ich znajomych mogę wysnuć pewne wnioski na temat zachowań przy wigilijnym stole, które frustrują najczęściej.

Przede wszystkim są to rozmowy o polityce. Szczególnie jest to zauważalne w bardzo licznych gronach, gdzie dużo łatwiej o starcie różnych (często skrajnych) poglądów. Taką sytuację możemy już chyba nazwać klasykiem. Wszyscy dotarli na czas, kolacja jest pyszna, rozmowa porywa wszystkich, dużo śmiechu, wspomnień, aż tu nagle dyskusja niebezpiecznie zjeżdża się na tor sympatii politycznych i sytuacji w naszym kraju i pociąg ten rozpędza się i mknie z niebezpieczną prędkością. Chyba każdy wie, do czego to zmierza – do katastrofy. Sugeruję więc pewną czujność. W przypadku zbliżającej się awantury wujka Zbigniewa z wujkiem Andrzejem, proponuję subtelną lub nawet nagłą zmianę tematu, ponieważ spokojna i merytoryczna dyskusja o polityce (która nikomu nie popsuje humoru) jest niemal niespotykana. Nie współgra to wszystko ze smażonym karpiem w połączeniu z nadciśnieniem wujka. Oczywiście piszę to pół żartem, pół serio, ale jest to szczególnie ważne, jeśli chcemy, by ten wieczór był wyjątkowy i magiczny.

To, co mnie osobiście zaskoczyło, to niechęć wywołana przez tradycję składania życzeń. Nie mówię tu oczywiście o wszystkich, lecz i tak spotykam się z tym bardzo często. Jestem niemal pewna, że nie chodzi tu o fakt, że te osoby nie życzą nic dobrego innym, lecz same nie do końca wiedzą, co jest tym „dobrem” dla konkretnych jednostek. Polecam się wtedy skupić na takich wartościach, bez których każdemu człowiekowi żyje się źle. Wystarczy tylko spróbować rozbudzić w sercu ciepło dobrych intencji, bez sceptycyzmu i cynizmu, które każą nam kwestionować szczerość czyichś życzeń. W moim odczuciu, właśnie o to chodzi w chwili dzielenia się tymi dobrymi słowami – może więc nie ma sensu przejmować się ilością cmoknięć w policzki, wielkością łamanych kawałków opłatka czy kolejnością bliskich, z którymi mamy się nim dzielić?

Szał sprzątania? To nie tylko żartobliwy i popularny slogan „Umyj okna dla Jezusa”. Nienawidzimy tego i wiele osób właśnie z tym kojarzy święta – z corocznym zmywaniem podłogi pod każdym, nawet najcięższym regałem. Rozmyślenia o piętrzącej się górze brudnych naczyń, rosnącej z każdą chwilą podczas wigilijnej kolacji, potrafią zabrać całą radość. Szczególnie, że tradycyjne potrawy nie wszystkim przypadają do smaku. Całe szczęście, jedzenie nie jest najważniejszą rzeczą podczas świąt.

Jest też pewna kwestia, niezwykle delikatna, dotykająca dużej liczby rodzin. Jest to sytuacja, w której przy stole brakuje (z przeróżnych powodów) kogoś bardzo ważnego. Ciężko znaleźć na to jakiekolwiek rozwiązanie. Święta Bożego Narodzenia to jednak czas nadziei, czasami bardzo złudnej. Mimo, że nieraz kojarzy się z naiwnością, to jest ona potrzebna, bo nie bez powodu znajduje się w słowie beznadzieja, które logicznie sugeruje jej brak, a nie kojarzy się z niczym pozytywnym. Myślę, że niejedna osoba zostawia jedno puste nakrycie przy wigilijnym stole, nie myśląc wcale o samotnym wędrowcu…

Może zakończyłam ten wywód dosyć smutno, ale mam nadzieję, że refleksyjnie. Pozostając jeszcze w chwili lekkiej zadumy, chciałabym Wam wszystkim życzyć przede wszystkim częstego doświadczania ciepła i dobroci od drugiego człowieka oraz bycia taką osobą dla innych, bo dzięki temu świat staje się nieco lepszym miejscem.

Zdjęcia:   https://pixabay.com/

Powiązane posty

Dodaj komentarz