Gwiezdne Wojny – kosmiczna baśń

Gwiezdne Wojny można kochać i nienawidzić. Można mieć do nich również stosunek neutralny. Jak do wszystkiego zresztą. Nie mniej jednak mało która saga zyskała tak ogromną popularność jak ta stworzona przez Georga Lucasa w latach 70’ XX wieku. Co jest takiego w Gwiezdnych Wojnach, że hipnotyzują one miliony ludzi na całym świecie? Być może to, że nie są one niczym nowym, a jedynie odświeżeniem tego co znamy i lubimy. Ot prosta historia o miłości, uporze, sprawiedliwości, przyjaźni, pokonywaniu przeciwności i wierze we własne możliwości. 

Pierwsza część Gwiezdnych Wojen (Nowa Nadzieja – jeżeli jednak porządkujemy sagę według chronologii przedstawionych w niej zdarzeń to będzie to część IV) zadebiutowała w kinach w roku 1977 i od razu przyciągnęła przed ekrany miliony widzów. To był istny szał, fenomen. Historia rodziny Skywalkerów zawładnęła sercami odbiorców. Czytając fora internetowe natknęłam się nawet na wypowiedzi starszych fanów zawierające informacje jakoby niektórzy z nich kupowali bilety na inne seanse, aby tylko zobaczyć zwiastun kolejnej części sagi. Internetu wtedy nie było, więc był to jedyny sposób na zobaczenie trailera. Dzisiaj jest podobnie, chociaż po pojawieniu się kolejnej, trzeciej już trylogii, fani podzielili się na jej zwolenników i przeciwników. Wcześniej też to się zdarzyło. Istnieje przecież całkiem spora grupa osób, która za kanon uznaje tylko trzy pierwsze filmy o Skywalkerach. Sama jestem fanką i trochę tej sytuacji nie rozumiem. Według mnie Gwiezdne Wojny nigdy nie aspirowały do bycia czymś więcej niż tylko baśniową historią dla dzieci. Również uważam, że pierwsze trzy części były skrojone najlepiej, ale nieco śmieszy mnie cały ten bunt fanów. Być może dlatego, że sama nie jestem w stanie tak głębokiego zaangażowania pojąć. Celem tego tekstu nie będzie jednak zastanawianie się nad tym czym Gwiezdne Wojny nie są, a jedynie tym, czym są, czyli według mnie, baśnią.

Dawno, dawno temu za gwiazdami, planetami…

Zanim powstały książki, filmy, poradniki dla dzieci i dorosłych istniała ona, baśń. Jedna z najstarszych i przy tym najbardziej skonwencjonalizowanych form narracyjnych. Młodsza siostra mitu i wiary, starsza, legend i fantasy. Elementy jej znaleźć można w najstarszych tekstach świata. Bezpośrednio łączy się również z opowieściami o herosach, wspaniałych władcach i wybitnych jednostkach. Doceniał ją Jung i Freud, o jej wpływie na dorastanie i postrzegania świata przez dzieci pisał Bettelheim, opisał i spopularyzował, Propp. Baśń jest sposobem opowiadania i tłumaczenia otaczającego nas świata. Prezentuje postawy i wartości, którymi powinien kierować się każdy człowiek w dorosłym życiu: pomoc innym, pozytywne myślenie, bezpośrednie działanie, wiara we własne przekonania i szacunek do natury. Właściwie każda z nich opowiada o tym samym. A mimo to wciąż sięgamy po coraz to nowsze jej reprezentacje. Od Grimmów przez Tolkiena aż do Georga Lucasa, a nawet, tak popularnego dziś przecież, Georga R.R. Martina.

Pierwszym i od razu rzucającym się w oczy baśniowym elementem w Gwiezdnych Wojnach jest już sam ich początek, charakterystyczny sposób wprowadzenia do fabuły: ,,Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…” Nie jest to nic innego jak znany wszystkim z czasów dzieciństwa incipit rozpoczynający większość fantastycznych opowieści: ,,Za górami za lasami, za siedmioma dolinami…” Znaczny on mniej więcej tyle, że przedstawione wydarzenia miały miejsce setki lat temu w nieistniejącym już miejscu. Nie możemy więc stwierdzić czy to, co się opowiada jest prawdą czy zmyśleniem. Zamazuje się więc granica między jednym a drugim a prawdziwość zdarzeń przestaje mieć znaczenie. Nie liczy się to CO się opowiada a jedynie to JAK jest to opowiadane i jakie ta historia przekazuje wartości i wzorce.

Źródło: filmweb

Rywalizowały ze sobą dwa skłócone królestwa…

Baśń opiera się na dualistycznym modelu świata, w którym nieustannie dobro ściera się ze złem. Jasna strona mocy zawsze pokona ciemną. Nawet wtedy, kiedy wydaje się to być niemożliwe. Nieważne jak silne jest zło reprezentujące negatywne emocje: zazdrość, chciwość, kłamstwo. Dobro zawsze je pokona, bo reprezentuje wartości pozytywne: miłość, szacunek, sprawiedliwość. W Gwiezdnych Wojnach jest tak samo i właściwie wszystkie części sagi (mówię o wszystkich ośmiu, które ukazały się do roku 2017) opierają się na motywie walki dobra ze złem. Oto szlachetni Rycerze Jedi stają w obronie wszystkich istot zamieszkujących galaktykę i chronią je przed agresją Sithów. Trzeba jednak zaznaczyć, że w sadze nie brakuje okrucieństwa. Jedi co prawda nie są za brutalnymi rozwiązaniami, ale reszta bohaterów, nawet jeżeli walczy w imię dobra, nie rezygnuje z brutalnych rozwiązań. Rebelianci, wysadzając Gwiazdę Śmierci, skazują na śmierć nie tylko swych dwóch największych przeciwników (,,Dwóch zawsze ich jest [Sithów]. Nie mniej, nie więcej. Mistrz i uczeń”), ale wszystkich tych, którzy na sztucznej planecie się znajdują. A więc nie tylko sprzymierzeńców Ciemnej Strony Mocy, ale również i, jak można się domyślić, spore rzesze niewolników. W baśniach jest podobnie. Szczególnie w tych spisywanych przez Jacoba i Wilhelma Gimmów oraz Charlesa Perraulta. Nierzadko ukarani zostają ci, którzy teoretycznie na karę wcale nie zasługiwali, bo ich intencje były przecież szlachetne. Baśniowy system wartości odbiega jednak od tego, który obowiązuje dzisiaj. Gwałt, okrucieństwo, mord są tam na porządku dziennym. Nic więc dziwnego, że wielu badaczy zastanawia się nad tym, czy baśnie w ogóle można określać jako literaturę przeznaczoną dla dzieci.

Źródło: filmweb

W jednym z nich żył młody i dzielny chłopiec…

Zawiązanie akcji w baśni zazwyczaj związane jest z nieszczęśliwym wydarzeniem: śmierć ojca, porwanie dziecka. Główny bohater, najczęściej młody i niedoświadczony chłopiec, odczuwa wówczas brak. Brak ojca, matki, siostry, którzy dawali mu miłość i poczucie bezpieczeństwa. Gdy nic już nie trzyma go w rodzinnym domu rusza w świat i decyduje się spełnić powierzoną mu misję. Brzmi znajomo, prawda? Czyż nie tak właśnie zaczyna się cała historia przedstawiona w pierwszej części Gwiezdnych Wojen? Oto młody Luke Skywalker doświadcza tragedii. W wyniku napaści ginie jego wujostwo. Nic już młodego chłopaka nie trzyma na rodzinny Tatooine i rusza w podróż, której celem jest przywrócenie równowagi mocy we wszechświecie.

Niczym byłby jednak taki baśniowy protagonista bez swoich magicznych pomocników, którzy gotowi są wspomagać go w prawie każdym powierzonym mu zadaniu. Używam słowa ,,prawie” całkowicie świadomie, bowiem bohater może korzystać z pomocy bliskich mu istot tylko do pewnego momentu. Ostateczną walkę z antagonistą musi stoczyć całkowicie sam. Mierzy się wówczas nie tylko z samym przeciwnikiem, ale również, a może przede wszystkim, z samym sobą. Luke przez całą swą drogę korzystał z pomocy Obi Wana, Hana Solo, swej siostry, Lei i sympatycznych robotów, R2D2 i C-3PO. Często bywało tak, że wręcz wyciągali go z kłopotów ,,za uszy”. Odbiorca czasem odnosi wrażenie, że młody Skywalker ma więcej szczęścia niż rozumu. I po części ma rację. Baśniowy bohater wierzy jednak w sprawiedliwość wszechświata. Dobre czyny i dobre myśli zawsze wracają do niego ze zdwojoną siłą. U Andersena protagoniści pokładają wiarę w Bogu, który nad nimi czuwa i wierzą w jego dobroć. W Gwiezdnych Wojnach równowagę zapewnia wszechobecna moc. Luke jest pewien, że misja się powiedzie, więc moc mu sprzyja. Do walki z Darth Vaderem musi jednak stanąć sam. Do dyspozycji ma tylko swoje własne doświadczenia, wiarę w ojca i siłę miłości.

Baśniowy protagonista w czasie swojej drogi zdobywa również magiczne przedmioty, które ułatwiają mu wykonanie misji. W Gwiezdnych Wojnach motyw ten nie jest zbyt mocno rozwinięty, ale nie można stwierdzić, że został pominięty całkowicie. Taką bronią specjalnego przeznaczenia można z cała pewnością określić miecze świetlne. Takim orężem nie może pochwalić się każdy bohater sagi. Zasługują na niego tylko ci odznaczający się szczególnymi cechami charakteru. Nie muszą to być co prawda cechy pozytywne, bo miecze świetlne posiadają również Sithowie. Nie trudno jednak zauważyć, że moc sprzyja jasnej stronie dużo bardziej niż ciemnej.

Źródło: filmweb

Który swoimi czynami przywrócił równowagę mocy…

Wcześniej pisałam już, że w baśniach zawsze mamy do czynienia z magicznymi pomocnikami, którzy zawsze służą pomocą głównemu bohaterowi. Zanim jednak wyruszy on w drogę i stanie się prawdziwym wojownikiem nierzadko musi przejść test, zagłębić się w wiedze tajemne, zdobyć pewne umiejętności. Rodzice oddają go wówczas na naukę do starego mędrca, w którym Carl Gustav Jung widzi symbol duchowej męskości. Może on emanować energią pozytywną jak i negatywną dlatego też wydaje mi się, że w Gwiezdnych Wojnach mędrcem jest zarówno Mistrz Yoda jak i Lord Sith. Oboje posiadają olbrzymią wiedzę o mocy, którą przekazują swoim uczniom. Jedi jednak nie boją się utraty władzy, nie chcą trzymać ani mocy ani swoich wyznawców w garści, wręcz przeciwnie. Do niczego się nie przywiązują i niczego nie chcą posiadać. Nie wykorzystują też swoich umiejętności do realizacji własnych zamiarów. Ich głównym celem jest zachowanie równowagi mocy.

Mistrzem Zakonu Jedi jest Yoda. Mały zielony stworek przypominający nieco uroczego Gizmo z filmu o gremlinach. Po tym jak Darth Vader doszedł do władzy i Jedi prawie całkowicie wyginęli zaszył się on na planecie Dagobah i prowadził tam życie pustelnika. Nie chciał uczyć nowych Jedi, ale dla syna Anakina postanowił zrobić wyjątek. Zanim Luke stanie twarzą w twarz z własnym ojcem musi więc przejść trening. Zahartować nie tylko swoje ciało, ale przede wszystkim swój umysł. Dopóki chłopak nie nauczy się korzystać z mocy nie ma szans, aby wygrać. Młody Skywalker musi porzucić wszystkie swoje dotychczasowe przekonania, idę w odstawkę stereotypy i opieranie się na poznaniu zmysłowym. Tylko wyjście poza swoje własne granice istnienia gwarantuje zwycięstwo. Siła woli, wiara w moc, czystość myśli i uczuć. Egzaminem sprawdzającym jest w tym wypadku wyciągnięcie z bagna statku kosmicznego. Ale nie odbywa się to przy pomocy siły mięśni, ale tylko i wyłącznie siły umysłu. Kilkanaście lat później Mistrzem Jedi, mędrcem i nauczycielem stanie się sam Luke. Będzie on trenował młodych Jedi, w tym syna swojej siostry, Bena Solo. Podobnie jak Yoda zaszyje się na jednej z trudno dostępnych planet i podobnie jak on zrobi wyjątek i zgodzi się trenować jeszcze jedną osobę, Rey. Wydaje mi się jednak, że pomimo swojej wyjątkowości i chęci Lukowi nigdy nie udało się zrównać z Yodą. Nawet po śmierci małego stworka Skywalker potrzebuje jego rad i wsparcia.

Źródło: filmweb

I wszyscy żyli długo i szczęśliwie…

Baśń zawsze kończy się dobrze. Nie ma innej możliwości. Zło zostaje pokonane, a ład przywrócony. Nie inaczej dzieje się w sadze stworzonej przez Lucasa. Luke Skywalker pokonuje swojego ojca, Darth Vadera udowadniając jednocześnie, że istnieje w nim jeszcze dobroć. Pali jego zwłoki na stosie i wraz ze swoimi przyjaciółmi cieszy się z panującego w galaktyce spokoju. Taka sytuacja trwa i trwa aż do momentu, w którym… w którym ktoś dojdzie do wniosku, że czas na Nowe Gwiezdne Wojny. I sytuacja znowu się powtarza. Kręci się kółeczko, film zarabia, powstają kolejne i kolejne części. I w każdej z nich te baśniowe motywy wciąż istnieją. Szczególnie w Przebudzeniu Mocy i Ostatnim Jedi. Tym razem baśniowym bohaterem staje się Rey, porzucona przez rodziców dziewczyna, która przypadkiem spotyka Finna, zbuntowanego żołnierza Nowego Porządku. To jednak nie wszystko. W filmie występuje scena, w której małe dziecko, niewolnik, z tęsknotą spogląda w gwiazdy. Jego marzeniem jest stać się Jedi i walczyć ze złem. Nie jest to tylko jawne nawiązanie do historii młodego Anakina Skywalkera, ale również informacja, że z mocy korzystać może każda istota na ziemi. Nie trzeba być wcale Jedi, ale oczywiście można dążyć i do tego. Moc i wiara we własne siły jest w każdym z nas. Czasem zniewolona przez system i władzę, czasem przez nas samych. Każdy jednak może ją w sobie odkryć i wybrać drogę, którą będzie podążał przez resztę życia. Wszyscy w pewnym momencie jesteśmy baśniowymi protagonistami, bo wyruszamy z domu, aby odnaleźć w świecie to, czego nam brakuje. Dlatego hipnotyzują nas i przyciągają baśnie. Bo to historie stare jak świat, znane. To historie o nas samych.

Dodaj komentarz