Przez te oczy oszalałem – Five Nights at Freddy’s „Srebrne Oczy” – S. Cawthon i K. Breed-Wrisley

Witajcie w pizzeri Freddiego Fazbeara w Hurricane w stanie Utah! Poznajcie nasz zespół i wpadnijcie na zabawę! Planujesz swoje urodziny? To świetnie! Razem z Freddym urządzimy je tak byś ich nigdy nie zapomniał!

      Dosłownie

Ekipę Fazbeara mieliśmy szansę poznać w grze wydanej jeszcze w 2014 roku przez Scotta Cawthona pod dźwięcznym tytułem „Five Nights at Freddy’s”. Jest to gra indie (niezależna gra komputerowa) i pomimo, że samemu autorowi doradzano jej nie publikować, stała się ona wielkim hitem. Rozgrywkę z tego zaskakującego horroru nagrali między innymi znani na całym świecie youtuberzy, tacy jak Markiplier, czy Jacksepticeye. To skromne, małe dzieło szybko zebrało wokół siebie silny fandom, który pomimo kolejnych lat wciąż prężnie się rozwija. Scott Cawthon wydał w serii Fazbera już pięć części plus jednego, tak zwanego, spin-offa – „FNaF World”. Choć przez wiele osób to pierwsza część była uznawana za tą najlepszą ze wszystkich, horror przyjął się o tyle dobrze, że zapowiedziano już powstanie filmu. Jednakże dla mnie najważniejsze to, co wyszło z warsztatu samego pana Cawthona (były to książki napisane we współpracy z Kirą Breed-Wrisley, które praktycznie natychmiast stały się bestsellerami.)

Na opowieści o Freddym czekałem długo aż zostaną przetłumaczone na mój rodzimy język (pierwsza część w oryginale pojawiła się na rok po pierwszej grze to jest w 2015 roku), ale najwyraźniej nikomu się nie spieszyło na tyle, aby historia o pizzerii tego przyjaznego niedźwiedzia pojawiła się po polsku. Kiedy tylko w sklepach pojawiły się „Srebrne oczy” (ang. „The Silver eyes”), będące pierwszą częścią trylogii, natychmiast zamówiłem sobie egzemplarz. Zaraz po odebraniu z dumą przyjrzałem się nowemu nabytkowi. Z okładki groźnie swoimi sztucznymi oczami patrzył na mnie złowrogo sam Fazbear, a mi aż się łezka w oku zakręciła, kiedy przypomniałem sobie pierwsze chwile z serią.

Zanim zacznę opisywać, jak spodobała mi się ta książka i jak mi się ją czytało, może wytłumaczę na czym w ogóle stoimy. W telegraficznym skrócie, gra polega na tym, że jesteśmy strażnikiem nocnym w tytułowej pizzerii, którą oczywiście pilnujemy na nocnej zmianie. Siedząc w niedużym pokoiku z parą drzwi (z lewej oraz prawej strony), monitorami oraz wiatrakiem, zdajemy sobie sprawę, że atrakcje dla dzieci próbują nas dopaść. Brzmi niedorzecznie? Może, ale błyskawicznie pojmujemy, jak dużym problemem jest utrzymać je na dystans.

Mechaniczne zwierzęta – zwane szerzej animatronikami – to maszyny (czy dokładniej roboty), które ubrane w kostiumy gigantycznych zwierząt mają za zadanie bawić najmłodszych. Wedle autora są potężniejsze od dorosłego człowieka i (co chyba oczywiste) dysponują o wiele większą siłą. Ich motywacja w próbach zmienienia nas w miazgę jest starannie ukryta; poznajemy ją krok po kroku zagłębiając się w świecie przedstawionym. Mamy cztery animatroniki o imionach kolejno Bonnie (królik), Chica (kurczak), Foxy (lis-pirat) no i tytułowy Freddy Fazbear (niedźwiedź).

Wracając do „Srebrnych oczu”.

Początek delikatnie mnie zawiódł. Poznajemy niejaką Charlie, która z okazji rocznicy straty przyjaciela z najmłodszych lat odwiedza ponownie miasteczko, w którym mieszkała z ojcem (właścicielem owej pizzerii) – Hurricane w Utah. Powrót do TEMTEGO domu nie jest lekkostrawnym powrotem miłych wspomnień, lecz szorstką falą wszystkiego, co najgorsze. Spotyka się z paczką dawnych przyjaciół z dzieciństwa, by wspólnie móc podjąć decyzję o odnalezieniu starej pizzerii. Horrorów z reguły nie oglądam, bo wydają mi się zwyczajnie nielogiczne. Ofiary przyszłego nieszczęścia idą się przejść po starym, przeklętym przez świat przybytku. Miejscu, którego ludzie nie odwiedzają od lat (i mają ku temu powód), ale mimo to, uważają, że jest to dobry pomysł. Sami wchodzą w paszczę tragedii niby nieświadomie.

Dla porównania z lewej okładka oryginału z USA, a po prawej okładka książki, która wyszła w Polsce.

Tutaj książka daje ciekawy zwrot akcji. Nie poznajemy od razu wszystkich zwierząt, a przyjaciele kilkukrotnie wracają do pizzerii nadal pewni, że jest tam bezpiecznie. Oczywiście do pewnego momentu. Historia paczki przyjaciół toczy się coraz żwawiej w dużej mierze przez ich lekkomyślność. Całość nabiera tempa – mozolnie zaczynając od pierwszego biegu, kiedy wszystko się jeszcze telepie, aby na końcu popędzić na szóstce, czy nawet siódemce.

Scott zaskoczył mnie treścią swojej książki. Jak znam serię dzięki grom, kilka rzeczy mi się wyjaśniło, ale i kilka oczywistych faktów okazało się fałszem. Fabuła była inaczej poprowadzona, bo o ile tam mieliśmy samotnego strażnika, to tutaj poznaliśmy różnorodną gromadę przyjaciół.

Każdy, kto szuka ciekawej lektury albo książkę na prezent ta pozycja może go zainteresować. Choć nie rozumiem, czemu większość księgarni postawiła ją na półce „dla młodzieży”. Ale to ja. Jak dla mnie jest to 7,5/10 bo mimo, że bawiłem się świetnie, całość niczym guma ciągnęła się przez pierwsze kilka rozdziałów i dalej. Także natrafiłem miejscami na bijące po oczach błędy w tłumaczeniu.

Ogólnie jest dobrze!

Polecam i pozdrawiam!

Gawęda

Powiązane posty

1 komentarz na temat “Przez te oczy oszalałem – Five Nights at Freddy’s „Srebrne Oczy” – S. Cawthon i K. Breed-Wrisley”

  1. Pingback: Przez te oczy oszalałem – Five Nights at Freddy’s „Srebrne Oczy” – S. Cawthon i K. Breed-Wrisley – Kącik Gawędy
  2. Trackback: Przez te oczy oszalałem – Five Nights at Freddy’s „Srebrne Oczy” – S. Cawthon i K. Breed-Wrisley – Kącik Gawędy

Dodaj komentarz