Blade Runner – pamiętam, więc jestem

Każdy film, serial, książka traktująca o istnieniu sztucznych ludzi tak naprawdę zasadza się na jednym pytaniu: co sprawia, że jestem człowiekiem i co od tego sztucznego tworu mnie odróżnia? W przypadku Frankensteina to potworny wygląd, robota – mechaniczne części, cyborga – połączenie maszyny z organizmem naturalnym. A w przypadku androida tak bardzo przecież do człowieka podobnego? Co decyduje o tym, że naturalnie urodzeni mogą istnieć mimo wszystko, a android tylko wtedy, kiedy nie sprzeciwia się woli stwórcy, czyli człowieka?

Wydaje mi się, że to właśnie pytanie było bezpośrednią inspiracją zarówno dla Philipa K. Dicka, autora książki Czy androidy śnią o elektrycznych owcach jak i dla Ridleya Scotta, który zdecydował się powieść tę zekranizować. Pierwsza część Blade Runnera trafiła do kin w roku 1982 roku, druga całkiem niedawno, bo w 2017. W obu filmach mamy do czynienia nie tylko z niezwykle  przystojnymi Łowcami Androidów (1982 – Harrison Ford, 2017 – Ryan Gosling), ale również z sytuacją, w której sztucznie stworzeni ludzie próbują sami sobie udowodnić swoje człowieczeństwo. A zmusza ich do tego właśnie pamięć, wspomnienia, które ktoś zaszczepił w ich umyśle i sprawił, że przyjęli je jako swoje własne.

Android do kochania

Pierwszy Blade Runner opowiada o świecie przyszłości, w którym wytwarzani sztucznie replikanci wyręczają ludzi w wykonywaniu niektórych czynności. Męskie androidy wykonują niebezpieczne zadania związane z kolonizacją sąsiednich planet. Żeńskie, jakie nietrudno się domyślić, świadczą usługi seksualne. W pewnym momencie wszystko jednak wymyka się spod kontroli. Dochodzi do buntu replikantów i wówczas powołani zostają Łowcy Androidów.Do ich głównych zadań należy tropienie, przesłuchiwanie (test na empatię) i zabijanie sztucznie stworzonych istot. Jednym z najefektowniej działających łowców jest Rick Decard (Harrison Ford). W trakcie wizyty w firmie Tyrella (Joe Turkel) poznaje najnowszy wynalazek, android tak zaprojektowany, że nie da się go odróżnić od człowieka nawet poprzez przeprowadzenie wcześniej niezawodnego testu. Decard zakochuje się w Rachel (Sean Young) i… chyba nie skłamię jeżeli napiszę, że w całym tym związku to ona jest bardziej ludzka niż jej ukochany. Wszystko przez to, że ciągle powracające wspomnienia zmuszają ją do zastanawiania się nad swoją egzystencją. To właśnie one, mimo, że sztuczne i spreparowane, przeszczepione z umysłu innej kobiety dają jej siłę do szukania własnej tożsamości.

Żródło: Filmweb

Człowiek, podobnie jak robot, rodzi się czysty, bez ograniczeń umysłowych. Dorasta i uczy się kultury i życia w społeczeństwie. Po kilku latach właściwie nie pamięta już jak to było gdy był dzieckiem. Nie pamięta, że się urodził i co było przed tym. Czasem, patrząc na zdjęcia z dzieciństwa czuje dyskomfort, bo nie pamięta siebie takiego jakim widzi się na fotografii. Mimo to określany jest mianem człowieka, jego prawo do życia musi być chronione. Dlaczego więc bezkarnie można zabić androida, który ciągle zastanawia się nad swoją egzystencją, tworzy własną narrację osobowości i czuje się istotą ludzką? Nad tym nie zastanawiają się ani Łowcy Androidów ani sam ich ojciec, Tyrell. W Blade Runnerze to oni właśnie działają jak bezduszne automaty. Androidy natomiast buntują się, walczą o własną godność. Szukają swojej tożsamości i nie poddają się. Potrafią kochać, łączyć się w pary i mścić. Chcą żyć i mieć prawa równe z ludźmi, którzy ich stworzyli. Rachel głęboko wierzy w to, że jest ludzka i tworzy swoją własną osobowość.

W poszukiwaniu siebie

Źródło: Filmweb

Zeszłoroczny Blade Runner 2049 (2017) opiera się na podobnych założeniach jak jego poprzednik. Mamy do czynienia z zestawieniem ludzi i androidów. I znowu musimy wybrać i odpowiedzieć sobie na pytanie: kto jest bardziej ludzki i co o tym decyduje? Tym razem Łowcą Androidów jest sam replikant, Oficer K (Ryan Gosling). W trakcie wykonywania jednego ze zleconych mu zadań trafia na informację sprzed lat, której ujawnienie wiązałoby się z przekreśleniem wszystkich wyobrażeń o świecie, w którym przyszło mu żyć. Android zaczyna drążyć, podejmuje własne śledztwo którego wynikiem jest odnalezienie Decarda. Na jaw wychodzi fakt, że on i Rachel doczekali się potomstwa. Android urodził dziecko mimo, że nie był do tego przystosowany. Sztuczna kobieta została matką. Wyjątkowość człowieka została obalona na zawsze. Dziecko trzeba było jednak chronić. Wycięto mu więc większość wspomnień i wszczepiono je w umysł replikanta. Tak, w umysł Oficera K, który przekonany o tym, że jest zaginionym dzieckiem Decarda i Rachel nadaje sobie imię Joe K i zaczyna wierzyć w to, że jest człowiekiem.

Podobieństwo do Blade Runnera z 1982 roku jest uderzające i trudno go nie zauważyć. To znowu pamięć i wspomnienia, choć sztuczne, motywują bohatera do działania. Wytrącają go z automatycznego życia skupionego na wykonywaniu zleceń. W końcu zaczyna on robić coś sam dla siebie, zaczyna myśleć własnymi kategoriami i wyzbywa się ograniczeń. Zaczyna wierzyć w samego siebie i widzi się jako jednostkę całkowicie autonomiczną zdolną do podejmowania decyzji. Piotr Piskozub, autor jednej z ciekawszych recenzji Blade Runnera 2049 (https://naekranie.pl/recenzje/blade-runner-2049-recenzja-spoilerowa?gal-0-img=1) stawia tezę jakoby Oficer K miał być Józefem K naszej przyszłości. Samo zresztą imię, które przyjmuje replikant może już o tym świadczyć, Joe K. Podpisuję się pod tą interpretacją rękami i nogami i sama w myślach besztam się, że nie zauważyłam tego wcześniej. Bohater Blade Runnera zaczyna jednak działać na długo przed tym zanim zostanie osądzony o zmarnowanie swojego własnego życia. Postanawia sam nadać mu sens. Nie rezygnuje nawet wtedy, kiedy okazuje się, że to nie on jest synem Rachel i Decarda. Zamiast odwrócić się i zrezygnować to daje on ostateczne świadectwo tego, że potrafi być bardziej ludzki niż niejeden człowiek. Doprowadza do spotkania Decarda i jego córki. Z własnej woli uszczęśliwia dwójkę ludzi, którzy sami siebie znaleźć nie mogli. Blado wypada przy nim podstarzały już Łowca Androidów. Zamiast działać to ukrywa się, jest bierny i w tej bierności dziwnie nieludzki, automatyczny. Zamiast wychodzić życia na przeciw i walczyć o lepszy byt woli zniknąć, zakopać się i schować we własnej norze. Nic więc dziwnego, że pojawiają się interpretacje według których również i Decard jest replikantem. A może i nie tylko on, ale i wszyscy biologicznie urodzeni ludzie, tak pewni swojego człowieczeństwa, że nie czują potrzeby tego udowadniać?

Kto jest kim?

No właśnie. Czy ważne jest to kto się kim urodził czy to kim stał się w wyniku podejmowanego przez siebie działania? Czy to nie jest trochę tak, jak w baśni, że każdy z nas, i człowiek i android, zaczyna na czysto, bez imienia i bez ograniczeń, jako wiejski głupek na wsi. I tylko od naszych inicjatyw zależy czy na końcu naszego życia będziemy wiecznie przestraszonym Decardem czy wojującą i pełną werwy Rachel, która miała siłę wykraczać poza ramy swojego własnego istnienia. Chciałoby się napisać, że nie jest człowiekiem ten, kto się nim urodził, ale ten, który tego dowiódł. W takim rozumieniu ludźmi nie są ludzie biologiczni, którzy jedynie bawią się własnymi możliwościami, nie zastanawiają nad swoją egzystencją i czynami, które popełniają. Ludźmi są androidy. Bracia i siostry Rachel.

Żródło: Filmweb

Oczywiście żaden z filmów nie narzuca odbiorcy jednego sposobu pojmowania człowieczeństwa. Raczej skupia się na stawianiu pytań niż na dawaniu na nie odpowiedzi. Nie mniej jednak wydaje mi się, że same wspomnienia i pamięć grają ogromną rolę w kształtowaniu tożsamości bohaterów. Jak już pisałam wcześniej, to one zmuszają ich do działania i poszukiwania swojej drogi. Być może to właśnie ich sztuczność jest tym co tak bardzo ich pobudza. Ludzie raczej nie są skorzy do zastanawiania się nad tym kim są i chętnie przyjmują narrację innych, bliskich im osób. Nic w tym dziwnego, taka droga jest łatwiejsza. Ludzie są leniwi dlatego też tworzą o sobie jedną, jedyną narrację i starają się trzymać jej przez całe życie. Nie pozwalają sami sobie się zmieniać, a brak zmiany zawsze jest zastojem i prowadzi do fałszowania obrazu samego siebie. Droga do poznania swojego wnętrza jest długa i żmudna. Wymaga pracy i stałego poddawania w wątpliwość własnych czynów.

 

Podsumowując: jesteś czy nie jesteś fanem fantastyki naukowej, obejrzyj obie części Blade Runnera. Koniecznie. Nie musisz lubić Gwiezdnych Wojen. To całkowicie inna para kaloszy. Gwiezdne Wojny niczego nie problematyzują, a nawet jeżeli już to robią to raczej w sposób, w jaki robią to bajki dla dzieci. Blade Runner, zarówno pierwsza jak i druga część, porusza wiele problemów współczesnego i przyszłego świata: rasizm, niewolnictwo, władza, pamięć, tożsamość, miłość.

Powiązane posty

Dodaj komentarz