Aspekt pisania, którego nie musiałeś znać – A Sister’s All You Need

*

Prawda jest taka, że każdy pisarz ma swoje metody pracy. Tekst swój charakter bierze właśnie między innymi z decyzji podejmowanych w pierwszych dniach swojego istnienia. Osobiście znam ludzi, którzy nim usiądą do pisania tworzą całe drzewa chronologii opisując dokładnie każde zdarzenie. Są też tacy (w tym ja) tworzący z początku lekki zarys fabuły ewoluujący w czasie produkcji. Ma to mieszane skutki, lecz działa. Jednak są i tacy, którzy lecą na czystej improwizacji.

Jakkolwiek nie byłby prowadzony jest to bardzo przyjemny proces. Tym bardziej, kiedy trwa rozeznanie w temacie dziś popularnie określane mianem researchu.

Tutaj znowu każdy ma swoje metody. Jedne są dość odważne- rozgrzebując blizny i zasługi usiłując usprawiedliwić swoje słowa, inne są mniej abstrakcyjne z reguły polegające na obleganiu bibliotek, czy księgarni. Niemniej są też takie jednostki, które w imię dobrej książki wyczyniają prawdziwe wspinaczki alpejskie.

Jakoś z końcem roku miałem przyjemność rozmawiać ze znajomym pisarzem. Obaj od lat zajmujemy się pracą nad tekstami, poniekąd razem rozwijając swoje Warsztaty. Choć różnimy się podejściem do tematu, obaj przykładamy do niego chyba największą wagę. Jednocześnie przesyłając mu pozdrowienia z mojej strony stwierdziłem, że pójdę za jego propozycją. Produkcja, o której chcę dzisiaj dla was napisać jest jedną z jego ulubionych.

Ten moment gdy zwykłe „ogarnij się” przestaje działać.

Jednak zanim rozpoczniemy, osobiście ostrzegę was przed odpalaniem choćby pierwszego odcinka. Jest to tematyka specyficzna, o której mogę się założyć, że wiele osób uzna za skrajnie nienormalną, zboczoną, czy nietaktowną. Niemniej, co kraj to obyczaj, a co pisarz to tym samym różne praktyki Warsztatu. Nie przedłużając zapraszam was na prezentację aspektu pisania, którego nie musieliście znać.

*

Imouto sae Ireba Ii.”, czy jak głosi oficjalny angielski tytuł „A Sister’s All You Need” bądź „It’d be Good if Only Little Sister Was Here” to produkcja studia Silver Link. z końcówki 2017 roku. Opowiada otóż dwie historie w tym samym momencie. Mówi o zdarzeniach paczki przyjaciół z pisarskiego kręgu oraz ich codziennym życiu, lecz także przedstawia często żmudny oraz niewdzięczny proces powstawania tekstu.

Historia przede wszystkim kręci się wokół chłopaka imieniem Itsuki Hashima (jednego z głównych bohaterów, lecz nie jedynego). I choć nie jest jedynym rodzynkiem tej opowieści to jest, moim zdaniem, najciekawszą postacią całej produkcji.

Itsuki jest młodym pisarzem (bądź nowelistą mówiąc dokładniej) o stosunkowo intrygującym zainteresowaniu: wręcz maniakalnie jest zakręcony w tematyce młodszych sióstr. Aż do przesady. Pierwszymi scenami serialu, jakie możemy zobaczyć, jest wizualizacja jego najnowszego tekstu. Jest to… Powiedzmy, że jest to ciekawe doświadczenie. Osobiście nie rozumiem takich skrajności, lecz nie zamierzam nikogo tu osądzać.

Można na spokojnie powiedzieć, że prace Itsukiego przede wszystkim opierają się na nie uznawanym przez społeczeństwo stosunku pomiędzy starszym bratem oraz młodszą siostrą. Stosunku w dosłownym tego słowa znaczeniu, który od zarania dziejów jest tematem licznych sporów.

To powiedziawszy należy podkreślić, że Itsuki jest jednym z najpopularniejszych pisarzy w przedstawianej Japonii (bo jak mogło być inaczej). Aktualnie wyprzedza go, jak i właściwie całą konkurencję, czy ich skromną paczkę, jedna osoba – niejaka Nayuta Kani.

Prawdziwy anioł, prawda? Poczekajcie aż znajdzie się we właściwym towarzystwie.

Znajoma, czy nawet przyjaciółka to będzie zbyt delikatne określenie. Młodsza od niego dziewczyna powiedzmy wprost od dawna usiłuje zostać jego dziewczyną/kochanką. Dialogi między nimi (głównie wychodzące się od niej) są tak sprośne oraz dosłowne, że aż przyjemnie się na to patrzy (i nie, to nie jest hentai).

Oczywiście spoglądając na całość okiem tamtejszej mentalności, są to zachowania jak najbardziej nieodpowiednie, lecz przekładając całość na nasze… No dobra, u nas też tego typu teksty, czy zachowania raczej by nie przeszły, lecz nie ukrywajmy występują częściej niż w tamtej części świata.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że w podobnym, często humorystycznym stylu dumnie prowadzi się cała produkcja. Co ciekawe jest w niej wiele elementów, czy nawet całych sekwencji tłumaczących jak działa branża i jak często sprawy się mają od zaplecza.

Pojawiają się nawet sytuacje mocno kontrowersyjne, jak choćby zamykanie kontraktowego pisarza w ciasnej komórce na kilka dni. Niestety tutaj nie wypowiem się, czy stoi to daleko od prawdy. Długo szperałem w sprawie potwierdzenia takiego zjawiska, lecz niewiele znalazłem.

Jednak wszystko jest możliwe.

Jest to produkcja bardzo odważna. W pełni oparta na równie odważnej noweli autorstwa Yomi Hirasaka dokładnie i skrupulatnie odwzorowuje świat przedstawiony. Pomimo swojej niecodziennej natury przyznaję, że przypadła mi do gustu. Niemniej nadal mam problemy z niektórymi scenami, aby mój mózg mógł je przetworzyć na przyswajalnym poziomie.

Wszyscy robią sobie żarty z mojej diety…

Polecić polecę, lecz, tak jak pisałem wcześniej, ostrzegam przed dość specyficznymi scenami. W tym kociołku Panoramiksa znajdziemy szczyptę satyry, czystą kroplę humoru, odrobinę kurzu z zaplecza branży, garść ułańskiej fantazji oraz dorzuconą od serca fantazję związaną z młodszymi siostrami.

Nie jest to, jednak, produkcja na długie zimowe wieczory. Jeśli macie i możecie to złapcie coś mocniejszego oraz rozsiądźcie się wygodnie w fotelu. Niemniej, najlepiej samotnie, aby nikomu nie urodziły się jakiej nieprzystępne skojarzenia.

Podsumowując dałbym ósemkę, lecz choć spodobał mi się tytuł potrzebuję dłuższej przerwy od całości. Najlepiej tydzień, czy dwa. Jednak nie opuszczę niżej niż 7,5/10. Mimo wszystko był to dobrze spędzony czas i za jakiś czas z chęcią znowu wrócę do tej bandy wariatów.

Miłego dnia

Gawęda

Powiązane posty

Dodaj komentarz