Debiutancka powieść Ewy Popławskiej – „Anita”.

Pisać zaczęła, mając zaledwie kilka lat. Wpierw były bajki, krótkie historie zwierzęce, opisujące jej dziecięcy świat i rozmaite fantazje. Później przyszedł czas na formy dłuższe – mikropowieści zapisywane w opasłych zeszytach. Myśl o wydaniu pierwszej książki towarzyszyła jej od dawna, zaś rok 2017 doprowadził do wyczekiwanego przełomu. Nakładem wydawnictwa Novae Res ukazała się debiutancka powieść Ewy Popławskiej – „Anita”.

Problem gatunku

W ręce czytelników trafiła opowieść, przedstawiająca historię płatnego mordercy oraz kobiety, która staje na jego drodze. Wydawałoby się, historia jakich pełno. Nic bardziej mylnego.

Wbrew pozorom nie jest to powieść typowa, bowiem nie uświadczymy w niej ścisłej realizacji norm charakterystycznych dla literatury sensacyjnej. Popławska nie proponuje nam kolejnej, klasycznej książki o twardzielu – trochę bohaterze, a trochę łajdaku, który kolejno zwalcza piętrzące się przeciwności losu.

„Anita” – na co nie zwrócono dotąd należytej uwagi – przede wszystkim gra z konwencją powieści sensacyjnej. Co istotne gra, ale nie realizuje jej wyznaczników gatunkowych w sposób ścisły. Zatem bohaterowie nie dzielą się na dobrych i złych. Świat nie jest aksjologicznie prosty – czarno-biały, zaś protagonista zdecydowanie pozostaje daleki od wzorców, z którymi zdrowy człowiek chciałby się utożsamić.

Gra z czytelnikiem

Wartości zostają zamiecione pod dywan. Narrator nieprzerwanie zwodzi czytelnika, ukrywając, że to, co wydaje się pozornym sukcesem, w rzeczywistości pozostaje moralną porażką. Nie można bowiem wierzyć w zaproponowany punkt widzenia, mając do czynienia z perspektywą psychopaty, który rozciąga przed nami zupełnie nieempatyczny, instrumantalny obraz wszelkich relacji międzyludzkich. Co prawda pojawiają się wzniosłe słowa na temat chociażby miłości, ale nie znajdują one odzwierciedlenia w żadnych działaniach bohaterów. Bohaterowie „Anity” nie potrafią kochać czy współczuć.  Przede wszystkim kieruje nimi żądza posiadania, władzy, realizowania osobistego interesu. Nikt się jednak do tego nie przyznaje. Żeby zachować komfort egzystencji, postaciom potrzeba idei, a właściwie pustych sloganów, za którymi mogą się schować, zachowując wrażenie tego, że świat jest jakkolwiek uporządkowany.

Wymusza to na czytelniku stałe konfrontowanie wypowiedzi postaci, toku narracji i samej płaszczyzny wydarzeń. W ten sposób uwidacznia się rozdźwięk między deklarowanymi porządkami, a rzeczywistym chaosem. Rozdźwięk, który nieuchronnie musi prowadzić do pytania: czy postacie i wydarzenia są psychologicznie wiarygodne? W czym właściwie są zakorzeniene?

Otóż nie są, bo nie muszą. Cechuje je wyobcowanie, zawieszenie w abstrakcyjnej, bliżej nieokreślonej przestrzeni, z którą nie sposób się utożsamić. Akcja rozgrywa się w jakimś „gdzieś w Polsce”, a kiedy nawet uświadczymy bardziej precyzyjnych wskazań topograficznych, to i tak nie możemy być pewni, czy nie są one elementem gry kłamstw, prowadzonej przez bohaterów.

„Anita” to postmodernistyczna opowieść, przetwarzająca rozmaite motywy kultury popularnej – zwłaszcza amerykańskiego kina akcji – składając się tym samym na popkulturowy, acz polemiczny, kolaż obrazów, znanych z telewizji, kina czy literatury. Mamy zatem do czynienia z powieścią kreacyjną, podobnie jak u Żulczyka albo Masłowskiej, w której najważniejszy jest sam akt opowiadania, literacka forma i atrakcyjność historii, nie zaś realizm. Cały świat zarysowano „grubą kreską”, podporządkowując go wydarzeniom. Pod tym względem „Anita” wpisuje się we współczesne trendy powieści popularnej: dominują dialogi i narracja, tymczasem opis realizuje funkcję drugorzędną. Nie ma miejsca na detal w przestrzeni, są bohaterowie i jest akcja.

Interesujące rozwiązania formalne, podważenie tradycyjnych zasad dramaturgii czy wartki nurt wydarzeń sprawiają, że „Anita” jest powieścią, po którą warto sięgnąć. Chociażby ze względu na to, że jest nietypowa i zaskakuje na każdej stronie. Biorąc pod uwagę, że jest to przecież debiut, będący pod wieloma względami literackim eksperymentem, powinniśmy dać autorce czytelniczy kredyt zaufania. Tym bardziej, że w przygotowaniu jest już jej kolejna książka – projekt znacznie większy.

Od postmodernistycznej sensacji do powieści historycznej?

Jak zapewnia Popławska, będzie to zdecydowanie bardziej wymagające przedsięwzięcie, poprzedzone tytaniczną kwerendą w bibliotekach i archiwach, a wszystko po to, by uwikłać nas w sprawę kryminalną, rozgrywającą się w dawnej, nieuprzemysłowionej Łodzi. Warto zauważyć, że ta jak dotąd ta nie doczekała się wielu literackich kreacji. Toteż właśnie stąd wyniknął pomysł na wykorzystanie jeszcze niezagospodarowanej, niezużytej niszy wyobraźni, wymagający odtwarzania minionych realiów szczegół po szczególe.

Autorka utrzymuje, że praca nad debiutem to było niezwykle rozwijające doświadczenie, lecz teraz czas przygotować powieść, w innej konwencji, za pomocą odmiennych środków literackich. Na efekty pracy przyjdzie jednak czytelnikom jeszcze poczekać. Tymczasem gorąco zachęcamy do lektury „Anity” i dzielenia się wrażeniami na redakcyjnym fanpage’u, a także na facebookowej stronie Ewy Popławskiej.

__________________

Niniejszy tekst stanowi część cyklu poświęconego twórcom trójmiejskim. Zachęcamy do zapoznania się z sylwetkami innych autorów lokalnych.

Powiązane posty

Dodaj komentarz