Amerykańska tradycja myśli geopolitycznej - cz. 1 | Impuls

Amerykańska tradycja myśli geopolitycznej – cz. 1

Słowem wstępu

Historia świata nie doświadczyła jeszcze fenomenu geopolitycznego jakim są współczesne Stany Zjednoczone. Jeszcze żaden kraj nie był tak doskonale wyposażony, by w ciągu godziny skutecznie interweniować środkami militarnymi, jak i pozamilitarnymi, w dowolnym miejscu globu. Dla Amerykanów granice przestały mieć najmniejsze znacznie. Do tego stanu doszli przebojem formując stoją tradycję myśli geopolitycznej, która miała okazję ewoluować ledwie od dwóch stuleci.

 

Niniejsza praca przybliża w dwóch częściach proces formowania amerykańskiego punktu widzenia i zależności ze światem zewnętrznym. Poczynając od prekursora w postaci Georga Washingtona, aż po Kennana, którego powszechnie uważa się za konstruktora amerykańskiej polityki zimnowojennej.

Część I

Choć amerykańska państwowość zaliczana jest raczej do tych młodszych, w porównaniu z dawnymi mocarstwami europejskimi czy azjatyckimi, wydała na świat wielu światłych geografów, polityków i wojskowych, co w końcu musiało zaowocować prężnym rozwojem myśli geopolitycznej. Przyczyn takiego stanu rzeczy można upatrywać w początkowym okresie formowania się Stanów Zjednoczonych, które początkowo stanowiły ledwie zlepek kolonii państw „Starego Kontynentu” – głównie Wielkiej Brytanii. Wojna roku 1775 wymagała od kolonistów hartu ducha ale także pomysłowości na płaszczyźnie taktycznej i militarnej, by pokonać doskonale zorganizowaną Royal Army. Już wtedy Amerykanie wykazywali się zupełnie innym podejściem do aspektu wojny od Anglików, co było całkowicie naturalne. Po wygranej wojnie o niepodległość ówczesny obszar Stanów ograniczał się jedynie do dawnych trzynastu kolonii ulokowanych na wschodnim wybrzeżu kontynentu północnoamerykańskiego. Pokonując wielką imperialną potęgę zyskali – całkiem zasłużenie – pewność siebie, która pozwoliła obrać kierunek ekspansji państwa na zachód, co w końcu się dopełniło.

Z biegiem lat i upływających rządów kolejnych prezydentów Stany Zjednoczone przechodziły zaskakującą przemianę będącą fenomenem w skali światowej. Pod rządami bohatera wojny o niepodległość – Georga Washingtona – zapewniły krajowi niezbędną w początkowym okresie stabilizację finansową. To za jego prezydentury włączono do Konstytucji pierwszych dziesięć poprawek (tzw. Karty Praw). Również jego dyplomatyczne zacięcie pomogło uniknąć uwikłania się w konflikt francusko-brytyjski, a wojskowy geniusz zdusił zagrożenie ze strony Hiszpanów od południa i Indian od zachodu.

Następne „pokolenia” prezydentów Stanów Zjednoczonych starały się zostawić kraj w stanie nie gorszym niż sami go zastali. Ich działania – choć nierzadko kontrowersyjne – zawsze podyktowane były interesowi państwa. Ważne kroki ku rozwojowi państwa poczynił Thomas Jefferson, który już na początku sprawowania urzędu napotkał znaczne trudności. Wydaje się, że zajęcie okrętu „Philadelphia” przez marynarkę wojenną Trypolitani, z którą Stany Zjednoczone niegdyś ściśle współpracowały przy ochronie tras żeglugowych, nie mogło się spotkać z inną reakcją niż zdecydowanie wysłanie sił interwencyjnych do tego kraju. Kilka lat później, bo w roku 1803, rzeczony prezydent poczynił znaczne zakupy. Luizjana, Nowy Orlean i Floryda znalazły się w zasięgu granic Stanów Zjednoczonych. Była to o tyle istotna transakcja, gdyż umożliwiła Amerykanom zabezpieczenie rzeki Missisipi.

Z kolei w niedalekiej przyszłości nastąpi wydarzenie, które przez niemal cały następny wiek miało określać politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Dokładnie 20 lat od zabezpieczenia strategicznego wodnego szlaku transportowego prezydent James Monroe ogłosił swoją doktrynę. Od tego wydarzenia datuje się początek izolacjonizmu w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Okres ten trwał nieprzerwanie aż do tragicznego wydarzenia, które wstrząsnęło ówczesnym światem i jego postrzeganiem konfliktów – Wielkiej Wojny, którą dziś określamy mianem I Wojny Światowej.

Z tego podłoża historycznego wyrośli najwięksi amerykańscy teoretycy i praktycy geopolityki, którzy nierzadko uznawani są także za największe autorytety w tej dziedzinie na świecie. Mam tutaj na myśli Alfreda Thayera Mahana, Nicholasa Spykmana, Isaiaha Bowmana i Georga Kennana, których koncepcja geopolityczne opiszę w tej pracy.

Alfred Thayer Mahan – marynarz ambiwalentny

Zaś pierwszym w kolejności omówionym teoretykiem geopolityki będzie właśnie Alfred Thayer Mahan. Urodził się niedługo po wcześniej opisanych przeze mnie wydarzeniach (m.in. zakup przez Stany Zjednoczone Luizjany), bo w roku 1840. Były to więc czasy, kiedy Stany dopiero określały swoją osobowość na arenie międzynarodowej i gdy ich innowatorska myśl geopolityczna dopiero się rodziła, co niewątpliwie wpływało na młodego Mahana. Wyrósł on w rodzinie sprzyjającej myśli wojskowej. Jego ojciec był wykładowcą w Akademii Wojskowej Stanów Zjednoczonych, a sam Mahan w późniejszych latach służył w Marynarce Wojennej po stronie Unii w Wojnie Secesyjnej. Brał aktywny udział w bitwie o Port Royal. Działalność naukową rozpoczyna w 1885 roku na Naval War College, gdzie pracuje jako wykładowca. To właśnie w tym okresie rozpoczął pisanie swoich prac, które zdobywały coraz to większą popularność. Wobec zainteresowania swoimi wykładami postanawia wydać książkę, która zapewniła mu rozpoznawalność również poza terytorium Stanów Zjednoczonych. Mowa jest oczywiście o „Wpływie potęgi morskiej na historię 1660 – 1783”, o pracy, którą po dziś dzień świetnie się czyta. Sam jej autor nie był zafascynowany okrętami wojennymi jako poszczególnymi jednostkami, a siłą marynarki wojennej samą w sobie i przewagą jaką może ona zapewnić na arenie międzynarodowej.

Podstawową tezą zawartym w „Wpływie potęgi morskiej na historię 1660 – 1783” jest stwierdzenie opisujące strategiczne znaczenie flot militarnych, handlowych, zagranicznych baz morskich jak i kolonii. Równomierny rozwój wszystkich wymienionych powyżej obszarów ma zapewnić państwu silną pozycję.

Znaczenie marynarki wojennej i handlowej

Według niego podstawą marynarki wojennej powinny być potężne okręty liniowe, które przygniatającą siłą ognia miały rozstrzygać morskie bitwy w otwartej walce.

Okręt liniowy USS „Pennsylvania”

Dla zapewnienia silnej pozycji i strategicznego bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, proponował przejęcie kontroli nad Karaibami i zdobycie przyczółków poza zachodnim wybrzeżem. Przewidywał także, że gdy Stany zabezpieczą własne wybrzeża poczują przemożną potrzebę przekopania kanału (który sam nazwał Przesmykiem Środkowoamerykańskim) łączącego wschód z zachodem. W istocie, w taki sposób postępuje później rząd USA.

W swojej pracy daje początek nurtowi nawalizmu. Swoją teorię wywodzi już z czasów starożytnych, kiedy obywatele polis (metropolii) i kolonii wykorzystywali dostępne szlaki morskie dla zdobywania strategicznej pozycji. W czasie pokoju chodziło o rozwój floty handlowej i ochrona jej przez wszelkimi zewnętrznymi zagrożeniami. Zaś w czasie wojny flota wojenna miała zapewnić kontrolę w czasie konfliktu, co wydaje się całkowicie logiczne. Szczególnie w wojnach pomiędzy poleis szlaki morskie stanowiły świetne źródła zaopatrzenia, gdyż ukształtowanie terenu Grecji znacznie utrudnia zapewnienie niezbędnych zasobów. W tym wypadku kontrola nad morzem zapewnia niezbędne zaopatrzenie, jak i pozwala odciąć od niego wrogie siły.

Nicholas Spykman – ewolucja myśli geopolitycznej

Drugim amerykańskim przedstawicielem myśli geopolitycznej jest Nicholas Spykman (urodziny w 1893 roku, a zmarł w 1943), który wniósł do tej dziedziny nauki nowe spojrzenie na pozycję Stanów Zjednoczonych, jak i reszty świata w stosunku do Stanów. Choć z pochodzenia był Holendrem, całe swoje życie poświęcił pracy w Stanach Zjednoczonych. Obywatelstwo otrzymał w 1928 roku, czyli w wieku 35 lat i natychmiast podjął pracę na Uniwersytecie w Yale.

Zaliczany jest przez historyków do grona przedstawicieli realizmu politycznego. Nurt ten w polityce zakłada, że u podstaw wszelkich procesów zachodzących na arenie międzynarodowej leży sama natura ludzka. To ona ma prowadzić do burzliwych konfliktów i nieporozumień, gdyż każdy człowiek (naród, państwo) dba wyłącznie o własny interes, a każdy sojusz jest zabiegiem doraźnym w poszukiwaniu osobistych korzyści.

Brytyjska metafora

Spykman upatrywał pozycję Stanów Zjednoczonych wobec Europy, jako dokładne odwzorowanie stosunku Wielkiej Brytanii do państw znajdujących się na kontynencie europejskim. Według niego USA powinno zależeć na utrzymaniu stabilizacji w Europie, gdyż w przeciwnym razie podbicie Europy, np. przez państwa Osi, dałoby możliwość przerzucenia wszystkich sił przeciwko Stanom Zjednoczonym, a te pozbawione dostaw i odcięte od wszelkiego wsparcia nie zachowałyby swojej pozycji. Dokładnie taka relacja zachodziła pomiędzy wyspami brytyjskimi, a państwami na kontynencie europejskim. Spykman był zwolennikiem klasycznej koncepcji równowagi sił.

Swoje rozważania postanowił oprzeć na wpływie czynnika geograficznego w geopolityce. Zabieg ten zaowocował teorią Rimlandu i ostrą krytyką koncepcji Heartlandu, której autorem jest John Mackinder. Ta druga, tzn. teoria Heartlandu, zakładała, że obszar tak nazwany jest Wyspą Świata, która ma strategiczne znaczenie przy staraniach w dominacji na arenie międzynarodowej. Wyspą tą określał tereny Rosji, zachodnich Chin, Mongolii, Afganistan, Beludżystan a także Iran. Obszar ten uważał za naturalną fortecę, punkt wyjścia do przejęcia panowania nad resztą globu. Wyróżnił jednak także dwa oddzielne obszary geograficzne. Pierwszy z nich – wewnętrzny półksiężyc – obejmował krainy przyległe go Heartlandu. Były nimi Europa Zachodnia, Bliski Wschód, Azja Południowa i Indochiny. Drugim był tzw. zewnętrzny półksiężyc, czyli praktycznie cała reszta świata. Obszar ten obejmował obie Ameryki, Australię, Japonię i wszelkie wyspy Oceanu Spokojnego.

Polemika z Heartlandem Mackindera

Teorię tę storpedował Spykman wykazując wiele jej wad. Po pierwsze uważał, że Mackinder zdecydowanie przecenia teren Heartlandu nazywając do Wyspą Świata. Wykazywał, że tereny te są ponadprzeciętnie słabo rozwinięte, co już samo w sobie sytuuje je niżej od terenów je otaczających. Dodawał także, że z powodu odizolowania geograficznego (m.in. góry Ural) teren ten jest źle skomunikowany z Europą, co odbija się na wartości handlu. Za wielką wadę tej teorii uważał pominięcie nikłego dostępu do surowców jakim dysponowały wyżej wymienione państwa, czego nie można było powiedzieć o innych obszarach. Po drugie, Spykman podważył przeciwstawianie potęgi marynarki wojennej, potędze wojsk lądowych, gdyż uważał to za dawno już przeterminowane założenie, a które stanowiło jeden z filarów teorii Heartlandu.

We własnej teorii starał się wykazać przewagę Rimlandu nad opisywanym przez Mackindera Heartlandem. Rimland widział jako pas półwyspów otaczający Eurazję. To ten obszar miał dzięki sile morskiej i przewadze w handlu górować nad pozostałymi. Zauważył, że to w Rimlandzie zachodzą najgwałtowniejsze zmiany i wybuchają najbardziej krwawe konflikty, które godzą w bezpieczeństwo światowe. Wobec tego stwierdził, że dla utrzymania bezpieczeństwa i zapewnienia sobie światowej pozycji, Stany Zjednoczone powinny założyć i stale utrzymywać na tych terenach bazy wojskowe. Kolejnym bardzo ciekawym założeniem było utrzymanie sojuszu ze Związkiem Radzieckim, który jednak miał mieć pewne wytyczone granice. Założył, że Rosja Radziecka nie ma prawa rozciągnąć swojej hegemonii na obszar Rimlandu. W takim wypadku jej pozycja byłaby zbyt silna, a Stany Zjednoczone nie potrafiłyby jej przeciwważyć, chyba że zawarły by sojusz z krajami Europy Zachodniej i Dalekiego Wschodu przeciw ZSRR. Jego teorię można by streścić w stwierdzeniu, że „kto kontroluje obrzeża ten rządzi Eurazją, kto rządzi Eurazją kontroluje losy świata”.

Jak się później okazało twierdzenia Nicholasa Spykmana nie zostały przyjęte jako wyznaczniki kierunku geopolityki Stanów Zjednoczonych, nie mniej, nie pozostały jednak niezauważone. Niektóre elementy zostały zaadoptowane do polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych i połączone z wcześniejszymi założeniami Jacka Mackindera. Swoista hybryda tych dwóch koncepcji przejęła z teorii Rimlandu pomysł utrzymywania baz poza terenem Stanów Zjednoczonych. Amerykanie porzucili kierunek izolacjonistyczny na rzecz interwencjonizmu, który ubrali w płaszczyk niesienia pomocy potrzebującym i szerzenia demokracji, jednak prawdziwym celem ich działań jest zapewnienie sobie dominacji, co jasno zarysowali w swych rozważaniach zarówno Jack Mackinder, jak i Nicholas Spykman.

Punkt zwrotny

Kolejny przełom przyszedł już po okresie Drugiej Wojny Światowej, kiedy nastąpił drastyczny wstrząs na arenie międzynarodowej. Zdecydowanie Stany Zjednoczone (jak i cały obóz Aliantów) połączone zostały wspólnym zagrożeniem, w sojuszu z Rosją Radziecką, jakie w tym czasie stanowiła III Rzesza. Dopiero wspólnymi siłami komunistów i państw demokratycznych udało się najpierw zatrzymać ekspansję nazizmu w czasie Operacji Barbarossa, a później pokonać zajmując Berlin. Bez tego przymierza prawdopodobnie dziś na Oxfordzie nauczano by historii nazizmu i kultu Fuhrera. Tak samo wyglądałyby zajęcia na polskich uczelniach, jeśli wpierw nie zrównano by ich z ziemią. Ironią hisorii jest fakt, że demokracja musiała sprzymierzyć się z totalitaryzmem, by wygrać z Hitlerem.

Jednak nie był to długotrwały sojusz, czego nikt się nie spodziewał. Na konferencjach w Poczdamie i Jałcie stało się całkowicie jasne, że każda ze stron walczyła o rozciągnięcie swojej własnej strefy wpływów. W tym aspekcie przodował Związek Radziecki, który opuścił osławioną „Żelazną Kurtynę” przez środek kontynentu europejskiego, zniewalając państwa znajdujące się pod jego wpływami. Rozpoczęła się kolejna wojna, która mogła cofnąć ludzkość w rozwoju do czasów rewolucji neolitycznej. Zimna Wojna, jak ją nazywano, była starciem dwóch potężnych bloków dawnych sojuszników, który skupili wokół siebie resztę państw świata. Rozpoczął się wyścig zbrojeń. Wybuchały wojny, w których dwa bloki nie ścierały się wzajemnie lecz wspierały przeciwne strony, bądź zwalczały się niejawnie. W końcu wyścig pomiędzy dwoma światowymi mocarstwami – Związkiem Radzieckim i Stanami Zjednoczonymi – przeniósł się w zupełnie nową przestrzeń – kosmos.

Powiązane posty

Dodaj komentarz