Album – kopalnia wspomnień czy przeżytek?

Wiele lat przed narodzinami komputera, nasi dziadkowie, a także pradziadkowie, a także poprzedni prapraprzodkowie, mieli tendencję do magazynowania wspomnień. Początkowo pod postacią starych zabawek, dokumentów zwieńczających ich życiowe osiągnięcia aż po pierwsze zdjęcia. Robiło się je na potęgę, od zapierających dech w piersiach podróży, festiwali, po szkolny karnawał, grill w ogródku czy wyjście do lasu. Każda chwila była cenna i wyjątkowa, nawet ta rozmazana i z głupią miną. Album tworzył swoistą przestrzeń gromadzącą w sobie niekończący się cykl życia i śmierci wielu następujących po sobie pokoleń. Od chrztów, po wesela, na pogrzebach kończąc. Każda ciotka, kuzynka, stryjek, mąż siostry babci ma swoje należyte miejsce, nawet jeśli o istnieniu połowy z nich nie mamy bladego pojęcia. W końcu ile w naszym życiu przeplotło się osobowości, znających nas lepiej niż my samych siebie – szczególnie w okresie wczesnego dzieciństwa, gdy Centrum Absolutnym naszego zainteresowania światem oraz okalającą nas rzeczywistością był własny kciuk i smoczek.

Wszystko miało swój porządek oraz należytą chronologię. Od najstarszych, ledwie widocznych, czarno-białych mętności, po delikatniejsze desenie szarości i sepie, na kolorowych świecidełkach kończąc. Wszystkie zaakcentowane odpowiednią datą, wydarzeniem oraz stosownym wyliczeniem osób np. „1986, wycieczka do Paryża z chórem, od lewej: Krysia, Alicja, Ewa, Bożenka, Lusia”.

Album ma również inne, niezwykłe właściwości, do których można zaliczyć zdumiewające podróże w czasie, za pośrednictwem jednego zdjęcia. Nieprawdopodobnym jest, jak po zerknięciu w błękitne oczęta małej, płaczliwej dziewczynki, przeniesiemy wzrok na lustro i ujrzymy w nim spojrzenie dojrzałej, pewnej siebie kobiety. Niebywałe, jak z chuderlawego, obciętego na grzybka chłopaczka wyrasta silny, poukładany mężczyzna. Równie zjawiskowy jest pomarszczony uśmiech staruszki, która patrząc przez swoje szkiełka na zdjęcia ze swojej burzliwej młodości, przypomina sobie wszystkie złamane męskie serca, bale, kokiety i harce, mniej lub bardziej stosowne do opowiadania.

Ileż zawrotnych historii i wielkich emocji kryje w sobie każdy pojedynczy uścisk, taniec czy wypad nad jezioro. Tu ktoś się w kimś zakochał, tu ktoś się przewrócił, a tam ktoś się topił. I mimo, że wszystko to miało miejsce daleko w odległej przeszłości, nawałnica towarzyszących nam w tamtym okresie uczuć, wraca jak bumerang i pozwala przeżyć nam te chwile ponownie, nawet jeśli w obecnej chwili nie mają one najmniejszego znaczenia.

Zdjęcie z przeszłości jest jak przeterminowany eliksir młodości, pozwala nam przypomnieć sobie o naszych szczenięcych dokonaniach, jednocześnie uświadamiając nam, jacy w chwili obecnej jesteśmy starzy. Te wszystkie zaklęte obrazy, które leżą na naszych kolanach, w rzeczywistości są już strzępkami czegoś, co już nigdy do nas nie wróci. Z jednej strony jest to przytłaczające, z drugiej zaś zagrzewające nas do dalszego działania i pracy nad samymi sobą, dopóki piasek w naszej życiowej klepsydrze ma jeszcze siły pełznąć.

 

Także, chociaż ten raz jedyny oderwij się od wirtualnej, nieistniejącej rzeczywistości Instagrama i poświęć chwilę na spacer do fotografa, w celu wywołania wszystkich Twoich uwiecznionych niegdyś wspomnień (o ile oczywiście nie ograniczają się jedynie do fotosesji swojego kaczego uśmiechu lub zdjęć w umorusanym lustrze).

Zostaw po sobie coś namacalnego, a pamięć o Tobie będzie się nieśmiertelnie tliła niczym ogień grecki w sercach Twoich najbliższych.

Powiązane posty

Dodaj komentarz