Modyfikowany węgiel – Opowieść z przyszłości

Wszyscy chyba przyzwyczaili się już do wysokiego poziomu seriali oryginalnych serwowanych przez Netflixa. Tym razem miało być tak samo. Modyfikowany węgiel był reklamowany jako najdroższa produkcja oparta na książkowej sadze o takim samym tytule. Czarny kryminał osadzony w realiach fantastyki naukowej – brzmi świetnie! Nic więc dziwnego, że duża część widzów, w tym ja, oczekiwała na premierę z zapartym tchem. Niestety…

Na początku zaznaczę od razu, że mój punkt widzenia w tym przypadku jest skrajnie subiektywny. Nic w tym dziwnego, to w końcu recenzja. Chodzi mi jednak o fakt, że wielu osobom serial ten może wydawać się arcydziełem z mnóstwem nowych pomysłów, które do tej pory nie pojawiły się w żadnym innym tekście kultury. Ja po prostu wiem, że tak nie jest. Modyfikowany Węgiel bazuje na najbardziej typowych rozwiązaniach fabularnych i porusza problemy, którymi fantastyka naukowa zainteresowana jest od dawna: przenoszenie świadomości z ciała do ciała, wpływ władzy na rozwój technologii, rozwarstwienie społeczne, uwięzienie w wirtualnym świecie, przywrócenie człowieka do życia po długiej hibernacji. Uwierzcie mi, że to nic nowego. Co więcej pomysłami tymi obdarzyć można by co najmniej kilka dłuższych opowiadań, a w wypadku serialu wszystkie one nachodzą na siebie, zazębiają się i po prostu przytłaczają widza, który w pewnym momencie właściwie już nie wie o czym jest serial.

Morderstwo, zagadka, romans

Sama główna fabuła nie jest zbyt skomplikowana: Takeshi Kovacs, ostatni wytrenowany emisariusz posiadający wiele zdolności, zostaje po długim czasie ożywiony przez milionera Laurensa Bancrofta. Do jego zadań należy rozwikłanie zagadki, która związana jest ze śmiercią zleceniodawcy. Szybko jednak okazuje się, że nie jest to jedyna tajemnica do odkrycia. Im dalej w las tym problemów, wątpliwości i wynurzeń z przeszłości więcej. Wątki poboczne zaczynają narastać. Romanse i intrygi piętrzą się, a wspomnienia Kovacsa, które na początku były naprawdę ciekawym dodatkiem zaczynają stawać się najważniejszym elementem serialu. W pewnym momencie myślałam już, że sprawa Bancrofta w ogóle nie zostanie rozwiązana. Przyznać jednak trzeba, że w ostatnim odcinku wszystko się wyjaśnia i puzzle w końcu zaczynają do siebie pasować. Mimo to nadal uważam, że w serialu jest zbyt wiele treści. Rozumiem, że twórcy chcieli przedstawić świat, w którym przyszło żyć bohaterom jak najdokładniej. Oddać jego realia, przedstawić prawa nim rządzące i pokazać, w którą stronę rozwinęła się technologia. Tym bardziej, że wykreowana przez nich Ziemia jest naprawdę ciekawym i niejednoznacznym miejscem. Wydaje mi się, że mimo wszystko rezygnacja z niektórych wątków fabularnych pozwoliłaby skupić się na problemie najważniejszym, który z tych wszystkich zawirowań, skomplikowań i przegadanych dialogów o roli władzy i pieniędzy niemalże trzeba wyłuskać.

Ciało, powłoka, trauma

W tym miejscu chciałabym zwrócić uwagę na dwie kwestie, które podczas oglądania serialu zainteresowały mnie najbardziej. Pierwsza z nich opiera się na pytaniu: co decyduje o tym, że ja to ja? W przypadku Modyfikowanego Węgla odpowiedź na to pytanie wydaje się dosyć prosta: umysł, wspomnienia, cyfrowa wersja człowieka zapisana na kawałku metalu nazywanego stosem. Tylko to. Reszta się nie liczy. Ciało traktowane jest, jako nic nieznacząca powłoka, którą, jeżeli oczywiście posiada się wymaganą ilość pieniędzy, można dowolnie modyfikować i ulepszać według własnych potrzeb. W przypadku jednej z bohaterek, Lizzie, ciało staje się znienawidzonym polem opresji przypominającym o przeżytej traumie. Dlatego młoda dziewczyna nie decyduje się na powrót do naturalnej powłoki, a pozostaje przy tej syntetycznej, uniwersalnej, niczyjej.

Jeżeli jeszcze chodzi o wymianę ciał to należy tu zaznaczyć, że tylko bogaci i wpływowi biznesmeni mogą pozwolić sobie na stworzenie kilku takich samych powłok, które będą przechowywane w specjalnych kapsułach do momentu aż zaczną być potrzebne. W przypadku, gdy życie straci niezbyt zamożny mieszkaniec Ziemi to oczywiście wskrzeszenie również jest możliwe. Niestety wówczas powłoka wybierana jest w sposób losowy. W jednej scenie serialu widzimy rodziców odbierających swoje dziecko po przywróceni go do życia. Niestety młodą dziewczynkę umieszczono w ciele dorosłej już kobiety. Rodzice dziecka protestują i płaczą, a dziecko nie rozumie sytuacji, w której się znalazło. Jest przestraszone i nie poznaje samo siebie. Muszę szczerzę przyznać, że to jedna z niewiele scen, która wywarła na mnie naprawdę mocne wrażenie. A więc ciało nie jest ważne, jeżeli ma się pieniądze na jego modyfikację. Jedyne czego żałuję to to, że twórcy nie sproblematyzowali procesu ,,przyzwyczajania się” do nowej powłoki głównego bohatera. Szok występuje u Kovacsa tylko na początku, od razu po przebudzeniu. Później już zachowuje się tak jakby wszystko było w porządku. Jakby każde ciało było takie samo.

Fantastyka, groza, nauka

Druga rzecz, która naprawdę przykuła moją uwagę i właściwie skradła serce to oczywiście pojawienie się w serialu postaci samego mistrza grozy i kryminału, Edgara Allana Poego. Występuje on w roli Sztucznej Inteligencji i właściciela rzadko już odwiedzanego hotelu ,,Kruk”. Wydaje mi się, że pojawienie się akurat tej postaci nie jest przypadkowe. Szczególnie, że sam serial, jeżeli chodzi o kwestię gatunku, możemy określić właśnie, jako kryminał fantastyczno naukowy. Gatunek kryminału jako takiego utrzymał się w literaturze do dziś, choć jak wiadomo często bywa wykorzystywany na opak. Fantastyka grozy natomiast ustąpiła miejsce fantastyce naukowej. Dlatego właśnie wydaje mi się, że pojawienie się Poego w świecie przyszłości ma na celu zwrócenie uwagi odbiorcy na to, że wiele lat temu baliśmy się działania sił nadprzyrodzonych, a teraz boimy się… no właśnie, czego? Komputerowych wirusów, androidów, sztucznej inteligencji, utraty wspomnień.

Ciężko mi jednoznacznie powiedzieć czy Modyfikowany Węgiel jest serialem dobrym czy złym. Najbezpieczniej chyba będzie powiedzieć, że to typowy średniak wśród innych produkcji, które oferuje Netflix. Osobom żywo zainteresowanym fantastyką naukową poleciłabym chyba bardziej Czarne Lustro, które moim skromnym zdaniem dużo sprawniej problematyzuje przyszłość, w której być może kiedyś przyjdzie nam żyć. Tym, którzy swoją przygodę z takiego typu serialami zaczynają Modyfikowany Węgiel z pewnością zawróci w głowie bogactwem pomysłów.

Powiązane posty

Dodaj komentarz